O wszystkim zadecyduje technologia

20 lutego 2015
Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski, Redaktor Centrum Strategii Energetycznych w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową

Jak planować działania strategiczne w sektorze energetyki w dobie bardzo szybko rozwijających się technologii?


Inwestycje w energetyce mają średnio bądź długoterminowy horyzont. Podejmując dziś decyzje należy mieć więc na uwadze to, jakie mogą być realia za 10, 20, a w przypadku energetyki jądrowej nawet 45-50 lat. Dokonanie takiej prognozy nie jest jednak łatwym zadaniem. Sytuacja, z uwagi chociażby na szybki postęp technologiczny w branży energetycznej, jest niezwykle dynamiczna. Trudno wobec tego wskazać jeden, gotowy model dla polskiej energetyki. Co zatem możemy zrobić? Musimy być otwarci na adaptację pojawiających się zmian oraz świadomi tego, że w ostatecznym rozrachunku i tak „wygra” technologia. Wśród szeregu planowanych przedsięwzięć warto stawiać na te, które nie tylko wykorzystują najnowsze technologie, ale dają także realną szansę na relatywnie krótki okres zwrotu z inwestycji.


Sektor energetyki znajduje się w dobie bardzo szybko rozwijających się technologii i trudno wskazać, jak będzie wyglądał jego przyszły kształt. Musimy być otwarci na adaptację pojawiających się zmian oraz świadomi tego, że w ostatecznym rozrachunku i tak „wygra” technologia.

Strategię tę można ująć słowami: „miejmy oczy otwarte na nowoczesne technologie”. Które z nich, z dzisiejszej perspektywy, mają szansę być przełomowymi w najbliższych latach?


W ostatnich 10 latach byliśmy świadkami bardzo dynamicznego rozwoju technologii OZE. Jednak w przypadku niektórych z nich, jak na przykład lądowych elektrowni wiatrowych, nie należy spodziewać się już raczej dalszych, przełomowych innowacji, lecz co najwyżej dopracowania niektórych detali, dzięki którym wytwarzana energia będzie jeszcze tańsza. Znacznie większych zmian możemy oczekiwać natomiast w obszarze fotowoltaiki. Z jednej strony bardzo szybko rośnie jej efektywność, a z drugiej spadają koszty produkcji tego typu instalacji. Wiele wskazuje zatem na to, że w perspektywie 3-5 lat energia fotowoltaiczna będzie porównywalna cenowo z konwencjonalną, a w horyzoncie 10-letnim – po prostu tańsza. Jeszcze dekadę temu tego typu prognozy zostałyby potraktowane jak science-fiction. Dziś jest to jak najbardziej realny scenariusz, choć sporo jest jeszcze do zrobienia.


Brakującą „kropką nad i” nowoczesnej energetyki jest magazynowanie energii. To wielkie wyzwanie od strony technologicznej. Wyróżniłbym tu dwa obszary. Pierwszy z nich to baterie litowo-jonowe, w przypadku których już od jakiegoś czasu następuje widoczny postęp. Przyczynia się on do coraz bardziej powszechnego zastosowania tego typu akumulatorów, a co za tym idzie – zmniejszania ich ceny. Baterie takie są używane m.in. w samochodach elektrycznych oraz do magazynowania niewielkich ilości energii z OZE. Druga sfera to nowe, niewykorzystywane jeszcze powszechnie rozwiązania, które będą pozwalały na masowe magazynowanie energii. Innowacje technologiczne w tym zakresie mogą całkowicie zmienić sposób postrzegania energetyki – będą one impulsem do jeszcze bardziej prężnego rozwoju OZE i inteligentnych sieci energetycznych. Nagle może okazać się, że mamy za dużo energii. Wiele z obecnych dylematów straci wówczas na aktualności, będziemy w zupełnie nowym świecie.


Brakującą „kropką nad i” nowoczesnej energetyki jest magazynowanie energii na masową skalę. Gdy takie rozwiązanie wejdzie w życie, całkowicie zmieni sposób postrzegania tego sektora. Wiele z obecnych dylematów straci na aktualności, będziemy w zupełnie innym świecie.

Nowoczesne technologie sprawiają, że nie tylko coraz śmielej podchodzimy do strony podażowej energetyki, lecz także zaczynamy skupiać się na stronie popytowej. Do tej pory rozwiązania z tego zakresu były mało zaawansowane. Obecnie dostrzega się w nich potencjał, pojawiają się nowe instrumenty. Dobrym przykładem może być program, w ramach którego firma energetyczna płaci użytkownikom za możliwość wyłączenia ich urządzeń w szczycie zapotrzebowania na energię. Założenie tego mechanizmu jest bardzo proste. Po co kupować dla swoich klientów energię w szczycie za 600 czy nawet 1000 zł za MWh, skoro można zapłacić im 200 zł za to, żeby zredukowali chwilowo ilość pobieranej energii. Rozwiązania tego typu dotyczą na razie dużych przedsiębiorstw, lecz spodziewam się, że w najbliższej perspektywie stworzone zostaną mechanizmy dedykowane odbiorcom indywidualnym.


Jedną z technologii przyszłości jest zarządzanie energetyką od strony popytowej. To rozsądny kierunek. Często taniej dla firmy energetycznej jest zapłacić konsumentowi za zredukowanie ilości pobieranej energii niż kupić tę energię w szczycie zapotrzebowania po wysokiej cenie.

Jak dynamiczny rozwój nowoczesnych technologii energetycznych ma się do inwestycji w tradycyjne, wielkoskalowe moce, na których oparta jest polska energetyka?


Przyszłość niewątpliwie należy do nowoczesnej energetyki (w tym stawiającej na OZE), wykorzystującej inteligentne zarządzanie popytem i sprzedażą. Trudno jednak wskazać precyzyjną, a nawet przybliżoną datę masowego wprowadzenia innowacji. Nad wieloma nowymi rozwiązaniami wciąż prowadzone są prace projektowe, by nie powiedzieć laboratoryjne. Stwarza to wielki dylemat dla osób decydujących o przyszłości polskiego sektora energetycznego. Jeżeli przeszarżują z inwestycjami, w naszym systemie może być niebawem zbyt dużo energii. W takim wypadku będziemy musieli zastanowić się nad zamknięciem części mniej efektywnych elektrowni. Z drugiej strony, jeżeli przełom technologiczny przesunie się w czasie i dojdzie do niego za 10-20 lat, to energii w systemie możemy mieć wówczas za mało.


Warto zwrócić uwagę na pewien paradoks tej sytuacji – w ostatnich latach prawie na całym świecie dopłacano do rozwoju zielonej energetyki. Jednak gdy koszty inwestycji w odnawialne źródła istotnie spadną, a jednocześnie wprowadzone zostaną nowe metody zarządzania rynkiem energii, dość szybko może dojść do sytuacji odwrotnej – dofinansowania będzie potrzebowała tradycyjna energetyka. Dzisiejsi potentaci będą stanowili tylko pewien bufor bezpieczeństwa systemu. Obecny model ulegnie więc diametralnej zmianie.


Choć przyszłość należy do nowoczesnej energetyki, to nie wiadomo dokładnie kiedy nastąpi jej dynamiczne rozpowszechnienie. Dlatego trzeba bardzo uważać, by nie przeszarżować z budową nowych bloków konwencjonalnych. Z drugiej strony – jeżeli przełom technologiczny przesunie się w czasie, to bez podjęcia pewnych inwestycji, energii w systemie może być za mało. To duży dylemat dla osób decydujących o przyszłości polskiej energetyki.

Czy jest możliwe, by nowoczesną energetykę wpisać w pewien szerszy koncept rozwoju naszego kraju?


Na początek zastanówmy się nad naszymi uwarunkowaniami. W Polsce buduje się relatywnie dużo – w skali Europy – domów, a nasze rolnictwo cechuje się wysokim rozproszeniem, co stwarza dużą szansę dla rynku mikroinstalacji OZE. Co więcej, jakość dostaw energii na terenach wiejskich jest jak na unijne standardy niska, co nie tylko utrudnia mieszkańcom codzienne życie, ale też negatywnie wpływa na atrakcyjność inwestycyjną tych obszarów. Wydaje się zatem, że rozwój energetyki rozproszonej byłby rozwiązaniem dobrze wpisującym się w polskie realia. Na ten cel moglibyśmy przeznaczyć pieniądze kierowane obecnie na budowę wielu nowych bloków konwencjonalnych, łączenie kraju liniami energetycznymi oraz polepszanie ich parametrów. Przy rozwiniętej energetyce rozproszonej transfery energii stałyby się znacznie mniejsze, przez co zmieniłaby się też rola sieci – nie służyłaby już ona przede wszystkim przekazywaniu energii, lecz miałaby za zadanie bardziej stabilizację, utrzymanie standardu jakości jej dostaw.


Pójście w tym kierunku spowodowałoby oczywiście poniesienie pewnych kosztów modernizacji. Mówimy jednak o krótkim horyzoncie czasowym. Docelowo zostałyby one zrekompensowane przez szereg nowych inwestycji oraz rozwój know-how w sektorze nowoczesnych technologii. Korzystnie wpłynęłoby to na sytuację kraju w perspektywie długoterminowej. Inwestycje – czy to wytwórcze czy sieciowe – związane z dotychczasowym, tradycyjnym modelem energetyki zabezpieczają nam bieżące potrzeby, lecz nie posuwają nas do przodu. Energetyka rozproszona daje nam natomiast szanse na rozwinięcie nowych rynków i obszarów wzrostu w niedalekiej przyszłości. Rozwiązania, które stworzymy wykorzystamy przy kolejnych inwestycjach i będziemy nimi mogli konkurować za granicą.


Inwestycje w rozproszoną energetykę mogą zostać zrekompensowane przez szereg powiązanych z nimi nowych przedsięwzięć oraz rozwój know-how w sektorze nowoczesnych technologii. Korzystnie wpłynęłoby to na sytuację kraju w perspektywie długoterminowej.

Energetyka może być zatem bodźcem rozwojowym dla polskiej gospodarki?


Jak najbardziej. Konieczne jest wszakże szersze, holistyczne podejście do tego tematu. Otwarcie się na nowe rozwiązania pobudzi wiele sektorów gospodarki. Bezpieczeństwo energetyczne jest tylko jednym z elementów tej układanki. Rozwój rynku energetyki rozproszonej rozwinie rynek usług, przyczyni się do wzrostu atrakcyjności inwestycyjnej wielu obszarów oraz do powstania nowych miejsc pracy. Docelowo więcej pieniędzy w portfelach polskich rodzin pobudzi wzrost gospodarczy. To w pełni realny scenariusz. Gdy Polacy widzą szansę na biznes, momentalnie są w stanie wypełnić rynkową lukę. Trzeba im tylko stworzyć do tego warunki. Dokładnie w ten sposób staliśmy się przecież potęgą w branży kolektorów słonecznych. Do jej rozwoju nie potrzeba było szkolić ludzi – zapewniono odpowiednie warunki i rynek sam się wykreował. Tymczasem obecna dyskusja na temat rozwoju rynków, w tym branży energetycznej, często jest traktowana zbyt wycinkowo, a szereg rozważanych dziś projektów oraz idących wraz z nimi planowanych nakładów finansowych, nastawionych jest na „tu i teraz”.


Gdy Polacy widzą szansę na biznes, momentalnie są w stanie wypełnić rynkową lukę. Trzeba im tylko stworzyć do tego warunki.

Pójście droższą, choć mogącą przynieść potencjalnie większe efekty dla gospodarki, drogą wydaje się jednak sprzeczne z lansowanym mocno w ostatnim czasie celem niskich cen energii.


Częstym błędem jest uznawanie za jedno i to samo ceny oraz kosztów energii. To archaiczne podejście, od którego powinniśmy odejść. W bilansach żadnego przedsiębiorstwa nie ma pozycji „cena energii”. Są tylko koszty, a więc zużycie razy cena. Z mojego punktu widzenia ważniejsze od ceny jest to, ile jej zużywam. Jeżeli jestem prosumentem posiadającym zeroenergetyczny dom, zużycie to jest bardzo niskie. Skoro sam dla siebie produkuję energię i pobieram z sieci tylko niewielką część mojego zapotrzebowania, to jakie znaczenie ma dla mnie jej cena? Niewielkie. Wszystkie inwestycje idące w kierunku wzrostu efektywności energetycznej obniżają koszty energii i jednocześnie uniezależniają nas od jej ceny. Wówczas nawet pomimo wzrostu cen, całkowite opłaty za energię mogą w ostatecznym rozrachunku okazać się niższe.


Nie chcę przez to powiedzieć, że dążenie do niskich cen energii zawsze jest podejściem błędnym. Dużo zależy tu od modelu gospodarczego, w jakim funkcjonujemy. Strategia taka byłaby uzasadniona, jeżeli chcielibyśmy rozwijać w Polsce obszary związane z przemysłem ciężkim. Zastanówmy się jednak, gdzie są nasze przewagi. Czy za 20 lat chcemy być gospodarką industrialną? Nie mamy szans na wygranie z tanim przemysłem – zawsze znajdą się kraje, gdzie jego koszty będą niższe. Naszą szansę widzę w rozwijaniu jak najbardziej zaawansowanych rozwiązań, które dadzą nam duże marże oraz możliwości eksportowe, a zarazem nie będą bardzo czułe na światowe uwarunkowania rynkowe. Ceny surowców potrafią zmieniać się niezwykle gwałtownie. Ile kosztowała tona węgla kamiennego kilka lat temu, a ile kosztuje teraz? Ile czasu potrzebne było, aby ceny ropy naftowej spadły o połowę? Im bardziej będziemy opierali się na surowcach i na nisko przetworzonych produktach, tym w dłuższym horyzoncie będziemy mniej konkurencyjni oraz bardziej wrażliwi na zmiany gospodarczo-polityczne. Szczególnie, że potęgą surowcową wcale nie jesteśmy. Jeżeli natomiast postawimy na nowoczesne technologie, może okazać się, że cena energii nie będzie miała istotnego znaczenia. Czy podejmując dziś decyzje gospodarcze, bierzemy w ogóle pod uwagę takie uwarunkowania?


Dążenie do niskich cen energii jest strategią uzasadnioną, gdy planuje się oparcie gospodarki na ciężkim przemyśle. Nasze przewagi tkwią jednak gdzie indziej, na przykład w rozwijaniu nowoczesnych technologii.

Sektor urządzeń energetyki odnawialnej został już w dużej mierze zagospodarowany przez zagraniczne firmy. Wydaje się, że Polska powinna postarać się znaleźć na tym rynku miejsce, w którym mogłaby wykorzystać swój potencjał. Co może być naszą mocną stroną, w czym możemy się rozwinąć?


Z pewnością nie jesteśmy w stanie konkurować w obszarze wytwarzania wielkoformatowych instalacji – tu potrzebne byłyby ogromne nakłady, szczególnie jeśli mówimy o wysokosprawnych elektrowniach wiatrowych czy fotowoltaicznych. Do zagospodarowania mamy natomiast cały obszar zarządzania efektywnością energetyczną i energią. Moim zdaniem w najbliższych latach nastąpi tu bardzo duży wzrost, a zyskają na tym takie branże jak: informatyka, telekomunikacja czy nowoczesne budownictwo. Nowe możliwości pojawią się wraz z powstaniem rynku energetyki rozproszonej.


Jednym z projektów, który moglibyśmy rozwijać jest wirtualna elektrownia, która wykorzystując internet integruje pozostające w układzie rozproszonym tysiące mikroinstalacji wytwarzających energię (np. paneli PV, pomp ciepła) oraz urządzeń, które konsumują wyprodukowany przez nie prąd. Stwarza to niesamowite możliwości. Wyobraźmy sobie, że do wirtualnej elektrowni są podłączone urządzenia ze 100 tys. domów. Mamy zimowy szczyt zapotrzebowania na energię i w systemie zaczyna jej brakować. Istnieje ryzyko wyłączenia z sieci jednego z zakładów produkcyjnych. W takiej sytuacji wirtualna elektrownia daje możliwość kilkudziesięciominutowego odłączenia z sieci np. 100 tys. pomp ciepła. W tak krótkim czasie w domach nie zrobi się zimniej, a tymczasem fabryka nie będzie musiała wstrzymywać swojej pracy. To zupełnie nowe podejście do bezpieczeństwa energetycznego.


Sektor nowoczesnych technologii został już w dużej mierze zagospodarowany przez zagraniczne firmy. Szanse polskich przedsiębiorstw tkwić mogą w obszarze integrowania energetyki rozproszonej. Jednym z projektów, które moglibyśmy rozwijać jest wirtualna elektrownia.

Skala kosztów potrzebnych do stworzenia wirtualnej elektrowni integrującej dziesiątki tysięcy domów wyposażonych w przydomowe elektrownie byłaby jednak zapewne ogromna…


Niekoniecznie. Niewątpliwą korzyścią wirtualnej elektrowni jest to, że do jej zrealizowania potrzeba bardzo niewiele od strony inwestycyjnej. Większość polskich domów posiada dostęp do internetu, a nowoczesne urządzenia domowe często mają już możliwość podłączenia się do globalnej sieci. Większym problemem są mikroinstalacje OZE, których rynek w naszym kraju nie jest jeszcze dobrze rozwinięty. Dopiero gdy uda nam się je rozpowszechnić, stworzenie wirtualnej elektrowni będzie w Polsce możliwe – potrzebna jest bowiem odpowiednio duża skala. Wydaje się jednak, że nie jest to bariera nie do przejścia. Musimy tylko przygotować odpowiednie warunki wsparcia dla rozwoju mikroinstalacji.

O autorze:

Mariusz Klimczak
były Prezes Zarządu Banku Ochrony Środowiska S.A.

Od 2008 do 2015 r. Prezes Zarządu Banku Ochrony Środowiska S.A. W latach 2007-2008 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu PKO BP S.A. Wcześniej, na przełomie 2006 i 2007 r., Dyrektor II Oddziału Korporacyjnego BRE Banku S.A. w Warszawie. Z sektorem bankowym związany od 1996 r. Absolwent fizyki na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz Podyplomowego Studium Rachunkowości Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Inne artykuły tego autora:
10/07/2015 Potencjał koordynacji