Jak jaskiniowcy: zamiast rozwoju – przetrwanie

14 listopada 2014
Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski, Redaktor Centrum Strategii Energetycznych

Analizując obecną sytuację polskiego górnictwa można odnieść wrażenie, że chodzi tak naprawdę o głębszy problem, który nie dotyczy wyłącznie tego sektora, lecz szerzej: całej gospodarki. Wydaje się, że wynika on z pewnych cech polskiego społeczeństwa – m.in. braku zaufania, braku współpracy, dbania jedynie o własny interes. Czy można powiedzieć, że nasza mentalność jest jednym z głównych hamulców rozwoju polskiej gospodarki?


Tak uważam. Duży wpływ na obecny sposób funkcjonowania polskiego społeczeństwa i biznesu miały procesy historyczne. Rozbiory, II Wojna Światowa czy okres komunizmu ukształtowały w Polakach szereg cech, które ewidentnie przeszkadzają nam w rozwijaniu naszego kraju. Funkcjonujemy w pewnym sensie w „jaskiniach” – dbamy tylko o siebie, prowadząc swoje małe, „jaskiniowe” interesiki. Większość polityków skupia się na zachowaniu stanowisk, a kierownicy i pracownicy na jak najwyższych pensjach. Zdarza nam się oszukiwać, przez co nie wierzymy sobie nawzajem. W związku z tym, biznes i społeczeństwo ponoszą ogromne koszty weryfikacji uczciwości drugiej strony. „Jaskiniowość” Polaków sprawia, że sami stwarzamy sobie problemy, które później nam przeszkadzają. Jeżeli nasza mentalność się nie zmieni, ciężko będzie nam przeskoczyć do kolejnego etapu rozwoju cywilizacyjnego. Jest to wielka bariera dla rozwoju Polski.


Polacy funkcjonują w pewnym sensie w „jaskiniach” – dbamy wyłącznie o siebie, prowadząc swoje małe, „jaskiniowe” interesiki. Zdarza nam się oszukiwać, przez co nie mamy do siebie zaufania. W związku z tym, biznes i społeczeństwo ponoszą ogromne koszty weryfikacji uczciwości drugiej strony. Nasza „jaskiniowość” sprawia, że sami stwarzamy sobie problemy, które później nam przeszkadzają.

Naszej mentalności nie powinno się chyba jednak oceniać jednoznacznie źle. Przykładowo: zapobiegawczość w jednej sytuacji może być postrzegana negatywnie, a w innej – wręcz przeciwnie.


Oczywiście, z polskiej perspektywy posiadanie pewnych cech, takich właśnie jak zapobiegawczość, jest konieczne. Kupując używany samochód nie wierzymy do końca sprzedawcy – chcemy się upewnić, że nas nie oszuka. To dla nas naturalne. Do ceny auta dokładamy w ten sposób koszt dojechania do warsztatu, wydania pieniędzy na przegląd, nie mówiąc już o zmarnowanym czasie. Samochód jest zatem droższy o całą tę operację. Tak samo nie ufamy sobie w biznesie. To nie dziwi, bo nie zawsze jesteśmy uczciwi. Czy więc nasza zapobiegliwość jest sensowna? Patrząc na mentalność Polaków – z pewnością. Ale przecież można to przerwać. Bo handlarz powinien ponieść odpowiedzialność za to, że sprzedał uszkodzony samochód, gdyż dopuścił się zwykłego oszustwa. Dopóki nie wyzbędziemy się tej „jaskiniowej” mentalności, cały czas będziemy mieli tego typu problemy i ponosili dodatkowe koszty. Dopiero ucywilizowanie relacji pomiędzy Polakami, wiara i absolutna pewność, że każdy, kto oszuka, poniesie tego konsekwencje, znormalizuje polski biznes i społeczeństwo. Pytanie brzmi: w którym miejscu należy przerwać ten zaklęty krąg?


Ucywilizowanie relacji pomiędzy Polakami, wiara i absolutna pewność, że każdy, kto oszuka, poniesie tego konsekwencje, znormalizuje polski biznes i społeczeństwo.

Jak zatem zmienić naszą mentalność?


Jako społeczeństwo musimy zdać sobie sprawę z wszystkich naszych wad oraz ich przyczyn, a następnie stawić im czoła. Brak przyzwolenia dla pewnego typu zachowań spowoduje, że kolejne pokolenia zaczną temperować swoje negatywne cechy. Widzę trzy kamienie milowe, które mogłyby doprowadzić do ogólnej transformacji mentalności naszego społeczeństwa. Pierwszy z nich dotyczy sposobu wychowania w domu i w szkole. Potrzebna nam jest zmiana myślenia rodzin i nauczycieli o tym, jak należy edukować społeczeństwo, tak by było ono sprawne intelektualnie, kreatywne i uczciwe. Obecnie wśród dzieci kształtowane są niewłaściwe wzorce i postawy. Uczniowie przygotowywani są na „wczorajszą” konieczność przetrwania, a nie na wyzwania „jutra”. Uczmy samodzielnego myślenia, uczciwości i otwartości. Zanegujmy cwaniactwo i oszukaństwo, które zbyt często są wśród nas pożądanymi cechami. Osób wpychających się do kolejki czy ściągających na egzaminach nie czeka przecież ostracyzm, lecz często wręcz uznanie. A przecież są one po prostu nieuczciwe. Nie wpajajmy tych złych postaw młodym ludziom, a sami z siebie nie będą w ten sposób postępowali. Ambicja dokonania czegoś samodzielnie stanie się dla nich wówczas naturalna. Istotne również, by zamiast uczyć – jak dotychczas – głównie powielania schematów, nie zabijać kreatywności dzieci.


Obecny system wychowania w domu i w szkole kształtuje wśród dzieci niewłaściwe wzorce i postawy. Uczniowie przygotowywani są na „wczorajszą” konieczność przetrwania, a nie na wyzwania „jutra”. Uczmy samodzielnego myślenia, uczciwości i otwartości. Zanegujmy cwaniactwo i oszukaństwo.

Czego dotyczą kolejne kamienie milowe?


Drugi odnosi się do zmiany systemu sądownictwa. Zbyt często umiejętność lawirowania w jego meandrach, wysoki status materialny czy pozycja w establishmencie zapewniają bezkarność. Jednocześnie przewiny „maluczkich” – nawet o nikłej szkodliwości społecznej – osądzamy i karzemy z nadmierną surowością. Dużym problemem polskiego sądownictwa jest też jego administracyjna opieszałość. Oczywiście, sędziowie bronią się tym, że chcą sumiennie wypełniać swoje obowiązki. Ale przecież w postępowaniu sądowym biorą udział dwie strony – ten, który pozywa i ten, który jest pozwany. Nasz system powinien w większym stopniu wymóc zaangażowanie i odpowiedzialność obu stron za przebieg postępowania – za fałszywe oskarżenia, za obstrukcję, za lekceważenie procedur itd. Przy obecnej konstrukcji prawa i przy obowiązującej umowie społecznej całość obowiązków spada na sędziów. Biorą oni też odpowiedzialność za wyroki, gdyż społeczeństwo nie chce się do tego poczuwać. Pomimo swoich wad bardzo podoba mi się system amerykański. Moralnego ciężaru za wydanie wyroku nie ponosi sędzia, lecz ława przysięgłych, czyli społeczeństwo. Wynikający z naszego podejścia polski system prawny promuje lenistwo i opieszałość obu stron postępowania, potrzebuje tysięcy sędziów, marnotrawi czas i pieniądze oraz wyłącza odpowiedzialność społeczeństwa. Jest to jednak tylko i wyłącznie nasza wina – zgodziliśmy się na taki system i tolerujemy go, bo jest nam tak wygodnie


Trzecim elementem do poprawki jest szeroko rozumiany proces polityczno-gospodarczy. Tworzy on obecnie gorset, który nałożony nawet na dobrze wyedukowanego człowieka, jest w stanie go stłamsić. Za konieczne uważam tu zmiany w prawie pracy, prawie podatkowym, jak i w sposobie funkcjonowania politycznego establishmentu. Partie rządzące i opozycyjne nie są w stanie dojść do konsensusu, jeśli chodzi o dbanie o dalekosiężne interesy narodowe, gdyż koncentrują się na wzajemnej krytyce. To ciągnie nas w dół. Interakcja w ramach tego systemu wytwarza brak zaufania – wielu Polaków nie ufa państwu, obwiniając je za wszelkie niepowodzenia. Zaproponowane przeze mnie kamienie milowe są elementami wiodącymi do ucywilizowania Polski i wprowadzenia nas na tory szanowania obywatela i jego potrzeb oraz zagwarantowania mu uczciwego funkcjonowania w kraju. Ważne, by wszystkie wymienione obszary transformowały się jednocześnie – zmiana każdego z nich z osobna nie doprowadzi do przełomu.


Obecny proces polityczno-gospodarczy i system sądowniczy tworzą gorset, który nałożony nawet na dobrze wyedukowanego człowieka, jest w stanie go stłamsić.

Czy ziszczenie się tego planu jest obecnie możliwe? Idąc Pana tokiem rozumowania wszyscy jesteśmy ofiarami polskiego systemu edukacyjnego, gospodarczo-politycznego, sądowniczego i trudno będzie nam zainicjować dokonanie przełomowych zmian…


Stare pokolenie tego nie zrobi. Może ono przy wykorzystaniu własnego doświadczenia co najwyżej edukować młodych ludzi, którzy – jeżeli zrozumieją, gdzie tkwią istotne problemy, hamulce rozwoju polskiego społeczeństwa – dokonają tej rewolucji. Odchodzące pokolenie zmieniło Polskę obalając komunizm, transformując system gospodarczy naszego kraju. Nie stać go już na więcej. Teraz kolej na młodych. Wykształćmy nowe elity, które będą intelektualnymi przywódcami narodu i wezmą za niego odpowiedzialność. Proces zmian będzie zapewne trwał bardzo długo, jednak nie jest niemożliwy.


Sytuacja górnictwa pokazuje, że nie ma u nas – nie tylko zresztą w tym sektorze – pewnego długofalowego, strategicznego myślenia. Czy Polska ma swój interes narodowy, do którego realizacji konsekwentnie dąży?


U podstaw każdego myślenia strategicznego musi stać analiza stanu aktualnego oraz analiza rozwoju zdarzeń, które potencjalnie mogą zaistnieć w przyszłości. Na tej podstawie doszukujmy się naszego interesu narodowego oraz jego – w miarę możliwości – maksymalnej ochrony. W naszym kraju takiego strategicznego myślenia faktycznie brakuje. Dziesięć lat temu podjęliśmy decyzję o wejściu do Unii Europejskiej. Skoro się na to zdecydowaliśmy, powinniśmy zaakceptować konsekwencje tego wyboru na wszystkich płaszczyznach. Unia znacznie wcześniej niż w dniu, kiedy podpisaliśmy umowę akcesyjną dawała odczuć, że będzie dążyła do ograniczania emisji CO2. Wchodząc do Wspólnoty należało się z tym liczyć. Co więcej, od 2004 roku minęło wystarczająco dużo czasu, aby nakreślić politykę energetyczną Polski oraz odpowiednią strategię dla sektora górniczego. Dzisiaj UE odchodzi od węgla i Polska jako państwo członkowskie też będzie musiała zmierzyć się z tym wyzwaniem. Mieliśmy czas, żeby się na to przygotować. Niestety, rządzący patrzyli tylko przez pryzmat interesu politycznego i nie stworzyli odpowiedniego planu strategicznego na przyszłość. W efekcie zostaliśmy z nadmiernie rozrośniętym górnictwem, wypełniającym funkcje socjalne państwa.


Unia Europejska od dawna dawała odczuć, że będzie dążyła do ograniczania emisji CO2. Wchodząc do Wspólnoty należało się z tym liczyć. Mieliśmy czas, żeby przygotować się na to wyzwanie. Niestety, rządzący patrzyli tylko przez pryzmat interesu politycznego i nie stworzyli odpowiedniego planu strategicznego na przyszłość.

Czasu jednak nie cofniemy. Na czym mógłby być oparty długofalowy plan działań dla polskiego sektora górniczego, przy uwzględnieniu obecnych trendów polityczno-gospodarczych?


Po pierwsze zróbmy rachunek sumienia. Do tej pory nikt nie powiedział prawdy na temat tego, gdzie tkwi główna przyczyna problemów polskiego górnictwa. A jest nią przeszłość, z którą się nie rozliczono. Dzisiejszy sektor górniczy jest spadkiem po filozofii funkcjonowania Polski z czasów komunizmu. W tym okresie zbudowano w naszym kraju ponad 70 kopalń. Nie tworzono ich ze względu na czysto biznesowe przesłanki, lecz po to, by eksportując i wysyłając za granicę surowce zarabiać dolary. Polska miała wówczas do zaoferowania światu niewiele więcej poza swoimi zasobami naturalnymi, a dzięki rozbudowie górnictwa powoli się industrializowała. Liczyło się tylko, by wydrzeć jak najwięcej ołowiu, cynku, miedzi czy węgla. Bez względu na opłacalność. Aby nakłonić ludzi do pracy pod ziemią, tworzono liczne zachęty – m.in. trzynastkę, czternastkę, deputaty węglowe.


Obecne przywileje dla pracujących w górnictwie nie są wynagrodzeniem za ich niewątpliwie ciężki i niebezpieczny zawód, lecz dziedzictwem minionego systemu. Zaciąg do tego sektora nie jest już dziś na taką skalę potrzebny, bo zatrudnionych jest nadmiar. Ogromne profity powodują, że ludzie dalej chcą pracować w kopalniach. Menedżerowie górniczy nie mogą zrobić nic, żeby ten krąg przerwać. Jakiekolwiek plany likwidacji przywilejów powodują bunt związkowców. Społeczeństwo polskie nie rozliczyło się ze starym systemem – nikt głośno nie powiedział, że on już się skończył i że bazująca na pakiecie zachęt dla górników umowa społeczna straciła prawo bytu. Należy to ludziom uczciwie przekazać. Wtedy dla górnictwa będzie można opracować nową strategię funkcjonowania.


Rozliczmy się z przeszłością polskiego górnictwa. Obecne przywileje dla pracujących w tym sektorze nie są wynagrodzeniem za ich niewątpliwie ciężki i niebezpieczny zawód, lecz dziedzictwem minionego systemu, kiedy to tworzono liczne zachęty, by przekonać ludzi do pracy pod ziemią.

Spółki węglowe nie powinny pełnić funkcji socjalnych i za wszelką cenę utrzymywać górników. Nie można tego sektora nadmiernie rozbudowywać, ale nie można go też poddać bezmyślnej destrukcji. W Polsce tymczasem albo się to górnictwo, poprzez brak sensownej, długofalowej polityki, totalnie niszczy albo odwrotnie – w okresach wyborczych bez zahamowania wspiera, budując przekonanie górniczych związków zawodowych, że ta pomoc im się naturalnie należy. Jeżeli nie przestaniemy popadać w skrajności, to sektor ten nigdy nie wyjdzie na prostą i nie będzie funkcjonował normalnie. Przejawem interesu narodowego jest tu z jednej strony niedokładanie do górnictwa nadmiernie wielu pieniędzy, a z drugiej niedopuszczanie do jego brutalnego zniszczenia. Sektorem tym należy sterować, ale nie poprzez odgórne polecenia i prosty transfer pieniądza z budżetu państwa, lecz przez stwarzanie prawnych i gospodarczych warunków dla jego normalnego funkcjonowania.


Przejawem interesu narodowego w górnictwie jest z jednej strony niedokładanie do tego sektora nadmiernie wielu pieniędzy, a z drugiej niedopuszczanie do jego brutalnego zniszczenia. Należy nim sterować, jednak nie poprzez odgórne polecenia i prosty transfer pieniądza z budżetu państwa, lecz przez stwarzanie prawnych i gospodarczych warunków dla jego normalnego funkcjonowania.

Czy zgadza się Pan, że polska gospodarka w całości, jak również poszczególne jej sektory – aby uniknąć chaosu decyzyjnego i krótkoterminowości działań – potrzebują stałych, niezmiennych doktryn, będących pewnymi wspólnymi osiami postępowania w danych obszarach?


Zgadzam się. Problemem Polski jest zarówno brak takich doktryn, jak również krótkoterminowe tworzenie czegoś, co ma być ich substytutem. Partie polityczne, jak i całe polskie społeczeństwo powinny zrozumieć, że można się różnić w szczegółach, ale nie co do zasady. Nasz kraj potrzebuje ogólnej doktryny dla gospodarki, lecz także doktryn dla poszczególnych jej sektorów, które będą nienaruszalne i respektowane przez wszystkie następne rządy. Zmieniajmy w nich co najwyżej detale. Ale co do zasady – trzymajmy się wytyczonego kierunku.


Zarówno partie polityczne, jak i całe polskie społeczeństwo powinny zrozumieć, że można się różnić w szczegółach, ale nie co do zasady. Nasz kraj potrzebuje ogólnej doktryny dla gospodarki, lecz także doktryn dla poszczególnych jej sektorów, które będą nienaruszalne i respektowane przez wszystkie następne rządy. Zmieniajmy w nich co najwyżej detale.

Co mogłaby zawierać doktryna dotycząca energetyki?


Doktrynę taką powinniśmy budować nie na rok, dwa, lecz na 50 czy 100 lat. Ważne, by uwzględniała ona to, w jakim miejscu Europy i świata jesteśmy, z kim gramy w jednej drużynie i jacy są nasi potencjalni rywale. Kolejną istotną kwestią jest stworzenie jasnego przekazu: surowce kopalne w naszym kraju się kończą. W Europie prawie już ich nie ma. Bogata jest w nie tylko Rosja, od której wcześniej czy później zostaniemy uzależnieni jeżeli nie zmienimy swojego podejścia. Głównym założeniem polskiej doktryny energetycznej powinno być więc dążenie do samodzielności energetycznej. Dlatego też zgadzam się z unijną wizją energetyki, proponującą stopniowe zastępowanie surowców kopalnych innymi formami wytwarzania energii. Wyzwoli to potencjał do wymyślania nowych, lepszych źródeł produkcji energii i zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski i Europy. Będziemy mieli wówczas gwarancję, że jeżeli skończą się nasze surowce, to będziemy bezpieczni. Kształtujmy zatem w skali kraju i Europy system energetyczny, w którym paliwa kopalne będą docelowo alternatywą, a nie podstawą.


Głównym założeniem polskiej doktryny energetycznej powinno być dążenie do samodzielności energetycznej. Stwórzmy jasny przekaz: surowce kopalne w naszym kraju się kończą i jeżeli nie zaczniemy stopniowo zastępować ich innymi formami wytwarzania energii, to uzależnimy się od Rosji.

Wydaje się jednak, że Polacy w unijnej polityce klimatycznej cały czas widzą więcej zagrożeń niż szans.


Nie dziwi mnie to – ja również całkowicie odrzucam podstawę doktrynalną europejskiej polityki energetyczno-klimatycznej, mówiącą o tym, że powinniśmy rezygnować z energetyki węglowej na rzecz innej, bardziej ekologicznej, ze względu na redukcję emisji CO2. Owszem – ograniczajmy pozycję tej energetyki, lecz w celu uniezależnienia się od importu surowców z Rosji, Bliskiego Wschodu czy ze Stanów Zjednoczonych. Po to, żebyśmy mogli wytwarzać energię w sposób niezależny. Taki też powinien być przekaz – odstawmy na bok ideologię związaną z polityką klimatyczną. Powiedzmy społeczeństwu, że rola górnictwa i energetyki węglowej stopniowo będzie się zmniejszała, gdyż w innym wypadku za 50 lat nasza energia będzie pochodziła ze znacznie droższego niż obecnie rosyjskiego węgla. Bo naszego już wtedy nie będzie. Ta prosta informacja – że kiedyś skończą się surowce i będziemy uzależnieni od importu powinna wytworzyć w głowach rządzących krajem, energetyką i górnictwem nową świadomość. Dlatego niech zgodnie wspierają oni rozwój nowoczesnych technologii energetycznych w Polsce. Świadomi obywatele nie będą też wówczas chcieli tak licznie iść do kopalń wiedząc, że niebawem zostaną one zamknięte. Jeżeli natomiast będziemy Polakom wmawiali, że przyczyną odchodzenia od energetyki węglowej jest CO2 (a na dobrą sprawę mamy za mało danych żeby powiedzieć, dlaczego klimat się zmienia), to osoby wychowane w takim przekonaniu skończą szkoły, za jakiś czas wejdą do przemysłu i zdadzą sobie sprawę, że zostały oszukane. Nie będą wtedy wierzyły w to, że czas górnictwa w Polsce powoli dobiega końca.


Odrzucam podstawę doktrynalną europejskiej polityki energetyczno-klimatycznej, mówiącą o tym, że powinniśmy rezygnować z energetyki węglowej ze względu na redukcję emisji CO2. Owszem – ograniczajmy jej pozycję, lecz w celu uniezależnienia się od importu surowców z zagranicy, po to żeby móc wytwarzać energię w sposób niezależny. Taką wiadomość przekażmy też polskiemu społeczeństwu.

O autorze:

Mirosław Taras
Doradca Zarządu, PD Co

Od 2015 r. doradca Zarządu PD Co. Poprzednio - w 2014 r. - pełnił funkcję Prezesa Zarządu Kompanii Węglowej S.A. Wcześniej od 2013 r. Prezes Zarządu Lubelskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. W latach 2001-2012 w spółce Lubelski Węgiel Bogdanka S.A., gdzie od 2008 r. pełnił funkcję Prezesa Zarządu. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (specjalność: projektowanie i budowa kopalń), Szkoły Controllingu w Katowicach oraz studiów podyplomowych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie (kierunek: zarządzanie finansami przedsiębiorstw).

Inne artykuły tego autora:
06/05/2016 Polski węgiel – od miłości do biznesu