Energetyka oczami banków

5 kwietnia 2013

Leszek Szmidtke: Czy w związku ze spowolnieniem gospodarczym, spadkami cen zielonych certyfikatów i ogólną sytuacją na rynku duże inwestycje energetyczne mogą mieć problem ze znalezieniem finansowania?

Sławomir Żygowski: Bankowość „lubi” energetykę, o ile generuje cash flow i ma dobre parametry. Jednakże duża liczba zapowiadanych projektów powoduje, że nie wszystkie zyskają uznanie w świecie finansów. Drugim czynnikiem nakazującym ostrożne podchodzenie do energetycznych inwestycji jest niepewna przyszłość kierunków rozwoju tego sektora. Czy będzie to energetyka odnawialna? Czy może energetyka systemowa, oparta na węglu, albo jądrowa? Czy też energetyka oparta na nowym źródle – gazie łupkowym? Dla instytucji mających wyłożyć pieniądze na nowe elektrownie znaczenie ma również, kto będzie je budował i w jakim stopniu wykonawca jest przygotowany do prac – również w kwestii zabezpieczenia finansowego. Jestem pewien, że dobre projekty znajdą finansowanie. Jednak kluczowe będzie otoczenie, a więc przejrzyste reguły oraz stabilność prawa, według którego będą się odbywały te inwestycje. Kilka lat temu wygaszanie kontraktów długoterminowych spowodowało niepewność finansowania planowanych inwestycji, ale ceny energii po zakończeniu KDT były na tyle atrakcyjne, że banki decydowały się na finansowanie projektów energetycznych, m. in. w Bełchatowie. Jest jeszcze jeden czynnik mający duże znaczenie dla kredytowania energetyki – nowy krajobraz bankowości.

Czynnikiem nakazującym ostrożne podchodzenie do energetycznych inwestycji jest niepewna przyszłość kierunków rozwoju tego sektora. Dla instytucji mających wyłożyć pieniądze na nowe elektrownie znaczenie ma również, kto je będzie budował i jak wykonawca jest przygotowany do prac – w tym, jakie ma zabezpieczenie finansowe. Jestem pewien, że dobre projekty znajdą finansowanie. Jednak kluczowe będzie otoczenie, a więc przejrzyste reguły oraz stabilność prawa, według którego będą się odbywały te inwestycje.

Na czym polega ten nowy krajobraz i czy z niego może wynikać większa niechęć banków do udzielania długoterminowych kredytów

W europejskiej strukturze finansowania firm podział jest następujący: około 30% pochodzi z rynku kapitałowego, zaś reszta to bankowe kredyty. W Stanach Zjednoczonych jest odwrotnie. Rygory nakładane przez regulacje Bazylea III wymuszają podwyżkę ceny finansowania, zwłaszcza długoterminowego. Na finansowanie inwestycji w branży energetycznej najmocniej wpłyną: podniesienie wymogów odnośnie poziomu kapitału w relacji do ryzyka (wskaźnik wypłacalności i wskaźnik kapitału podstawowego „core tier 1”) oraz wymagania odnośnie struktury finansowania (płynności) – NSFR ratio.

Pierwsze z powyżej wymienionych obostrzeń zwiększy wymóg utrzymywanego przez banki kapitału własnego, co wprost proporcjonalnie przełoży się na ponoszony przez banki koszt kapitału, a tym samym na oferowaną klientom cenę. Według różnych szacunków koszt może wzrosnąć nawet o 50%, przy czym sektor energetyczny nie będzie tu wyjątkiem, gdyż zmiany w ofercie cenowej dotkną właściwie wszystkich klientów.

Drugi z istotnych czynników, wskaźnik NSFR, wymusi na bankach utrzymanie relacji pomiędzy długoterminowymi aktywami a długoterminowymi źródłami finansowania. Należy spodziewać się, że ceny finansowania inwestycji w dziedzinie energetyki, jako projektów długoterminowych, po wdrożeniu regulacji wzrosną. Bank podejmujący się finansowania długoterminowego będzie bowiem musiał posiłkować się odpowiednio długoterminowym finansowaniem, które z założenia jest droższe niż krótkoterminowe. Większość depozytów polskich banków nie przekracza roku. Tymczasem na przykład kredyty hipoteczne są zwykle udzielane na 20 – 30 lat.

Czyli dostęp do kredytów tylko dla najbardziej wiarygodnych klientów, podobnie jak to się stało z kredytami mieszkaniowymi?

Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. W trudnych czasach lepiej radzą sobie silni, którzy mają dobre strategie oraz konsekwencję przy realizowaniu swoich zamierzeń. Banki będą chciały rozmawiać z takimi partnerami.

Banki boją się długoterminowych inwestycji, gdyż muszą się one wykazywać odpowiednim kapitałem, zwrotem oraz dysponować odpowiednimi wskaźnikami płynności. Niechęć banków do kredytowania wieloletnich inwestycji energetycznych może być barierą w finansowaniu projektów w Polsce i całej Europie. Będą one chciały rozmawiać tylko z partnerami silnymi, posiadającymi dobre strategie oraz konsekwencję przy realizowaniu swoich zamierzeń.

W Polsce najczęściej problemy z finansowaniem mają projekty elektrowni opartych na węglu kamiennym. Jednym z nielicznych wyjątków jest Elektrownia Północ. Tyle, że jest to inwestycja prywatna.

Niezależnie od tego, kto jest właścicielem, musimy brać pod uwagę wymogi ochrony środowiska, efektywność projektowanych rozwiązań, jak też aktualne i przewidywane przyszłe ceny energii. Posiłkujemy się ekspertami i próbujemy przewidzieć, co zdarzy się w przyszłości, żeby prawidłowo ocenić ryzyko.

Przy finansowaniu elektrowni opartych na węglu kamiennym koszty związane z uprawnieniami do emisji CO2 oraz niepewność odnośnie przyznania kwot nieodpłatnych uprawnień do emisji CO2 mają duże znaczenie. Konieczność nabywania uprawnień powoduje wzrost kosztów, a co za tym idzie może obniżać rentowność projektu i wymagać przedstawienia dodatkowych zabezpieczeń przez inwestora.

Niezależnie od tego, czy inwestycja jest publiczna, czy prywatna, banki muszą brać pod uwagę wymogi ochrony środowiska, efektywność projektowanych rozwiązań, jak też aktualne i przewidywane przyszłe ceny energii. Posiłkujemy się ekspertami i próbujemy przewidzieć, co się zdarzy w przyszłości, żeby prawidłowo ocenić ryzyko.

Nadal większość krajowej energetyki, w szczególności producenci systemowi, to spółki Skarbu Państwa lub z jego większościowym udziałem. Jakie ma to znaczenie dla najczęściej prywatnych i zagranicznych banków?

Na szczęście większość firm energetycznych to spółki giełdowe. Szczególnie cztery największe koncerny zdołały zbudować silną pozycję i są coraz bardziej transparentne. Równocześnie obecność Skarbu Państwa w akcjonariacie ogranicza dążenia do nadmiernego regulowania rynku. Obecna struktura właścicielska raczej bankom nie przeszkadza.

Jednak obecność państwa jako inwestora w drogowych i kolejowych inwestycjach bardzo źle wpłynęła na cały sektor budowlany.

Doświadczyliśmy sytuacji, w której równość kontraktowa stron i wiarygodność płatnicza zostały zachwiane. Chcę wierzyć, że państwo – jak i samorządy – poważnie przemyślały tamte zdarzenia i wyciągnęły racjonalne wnioski, dzięki którym nie będzie podobnych zdarzeń podczas budowy elektrowni. Nie powinna się powtórzyć sytuacja, w której egzekwowanie prawa powoduje tak ogromne koszty dla społeczeństwa.

Czy po takich doświadczeniach banki będą udzielały droższych kredytów?

Z wieloletniej współpracy z samorządami wynika, że dobre relacje są możliwe, a sfera publiczna jest bardzo dobrym inwestorem. Jednak obecnie obserwujemy zachowania, które nie mają wiele wspólnego z optymalizowaniem działań. Każde zwiększone ryzyko przekłada się na warunki kredytu i na jego wyższą cenę. Tuż po największych zawirowaniach w budownictwie, jeden z koncernów energetycznych zamykał finansowanie inwestycji i było ono bardziej kosztowne, gdyż banki brały już pod uwagę kłopoty wykonawców na autostradach.

Większość banków działających w Polsce ma zagranicznych właścicieli. Czy przekłada się to na preferowanie wybranych gałęzi energetyki?

Inwestorzy z różnych krajów mają swoje preferencje. Wynikają one z wielu przesłanek, którymi kierują się firmy oraz ich właściciele. Będąc w grupie kapitałowej, realizuje się spójną strategię. Wystarczy spojrzeć na powody wycofania się z Polski Vattenfalla, mimo że prowadzona działalność przynosiła zysk.

Czy można znaleźć podobne przykłady w świecie finansów?

Banki mają preferencje co do branż. Natomiast nie przypominam sobie przypadków strategicznej rezygnacji podobnej do wspomnianego Vattenfalla. Jeżeli ktoś rozumie energetykę, to wybory są merytoryczne.

W świecie relacji biznesowych występują także inne kryteria. Na ile regulacje energetyczne Unii Europejskiej, a w szczególności pakiet klimatyczny, mają wpływ na zachowania banków?

Ceny w energetyce odnawialnej nie są rynkowe i certyfikaty pokazują ich niestabilność. Rynek OZE się rozwija, ale w polskich realiach jest bardzo ryzykowny. Obecnie mamy do czynienia z przedłużającą się dyskusją nad kształtem wsparcia państwa na rzecz branży odnawialnych źródeł energii, a wraz tym rośnie niepewność potencjalnych inwestorów i banków oraz maleje skłonność do finansowania tego typu projektów.

Aktualne uregulowania nie funkcjonują prawidłowo. Obserwowana obecnie nadpodaż zielonych certyfikatów (świadcząca o szybszym niż pierwotnie oczekiwano tempie rozwoju OZE i niedopasowaniu poziomu wsparcia do poszczególnych źródeł energii) i związana z tym drastyczna (o około połowę) obniżka cen certyfikatów skutecznie hamuje finansowanie i rozwój projektów OZE.

Banki będą zainteresowane wspieraniem energetyki odnawialnej bez unijnego wsparcia?

Będzie to zależało od wielu parametrów i ryzyka. Natomiast zbudowanie finansowania wyłącznie komercyjnego dla energetyki odnawialnej nie jest proste i w dużym stopniu zależy od kapitału własnego inwestora.

Gaz łupkowy jest dla banków interesujący na etapie poszukiwań czy dopiero podczas komercyjnej eksploatacji?

Inwestorzy wiedzą, że w naszym otoczeniu prawnym na etapie poszukiwania są zdani na siebie. Miejsce na budowanie finansowania ze strony banków jest wtedy, gdy złoża będą dobrze udokumentowane i gaz już popłynie. Ogólnie jednak czekamy jeszcze na bardziej precyzyjne informacje dotyczące gazu łupkowego – dopiero wtedy będziemy mogli bardziej poważnie zastanawiać się nad formami i wielkością naszego zaangażowania.

Inwestorzy wiedzą, że w naszym otoczeniu prawnym na etapie poszukiwania gazu łupkowego są zdani na siebie. Miejsce na budowanie finansowania ze strony banków jest wtedy, gdy złoża będą dobrze udokumentowane i gaz już popłynie. Ogólnie jednak czekamy jeszcze na bardziej precyzyjne informacje dotyczące tego surowca – dopiero wtedy będziemy mogli bardziej poważnie zastanawiać się nad formami i wielkością naszego zaangażowania.

Od niedawna znane są zasady jego opodatkowania. Jak banki oceniają ten ruch rządu?

Wszelkie działania mające na celu jak najszybsze uregulowanie kwestii fiskalnych – pozwalających na oszacowanie kosztów inwestycji ponoszonych przez inwestorów, są odbierane przez sektor bardzo pozytywnie. Jednakże rozmawiając otwarcie o kwestiach finansowych nie można zapominać o konkurencyjności naszego kraju na tle wymagającego rynku Europy Wschodniej. Obecny projekt zakłada obciążenie przedsiębiorców daniną w wysokości ok. 40% dochodów z działalności wydobywczej, co w rzeczywistości jest stawką konkurencyjną. Obawę może wzbudzać jedynie fakt, iż wypracowany w projekcie model, będący połączeniem rozwiązań doświadczonych krajów Europy Zachodniej i rozwiązań Ministerstwa Finansów, wydaje się być nadmiernie złożony – a co za tym idzie – mało transparentny. Biorąc wszystkie te czynniki pod uwagę pogodzenie oczekiwań inwestorów, skarbu państwa, samorządów, a także lokalnych społeczności z pewnością nie będzie łatwym zadaniem.

Jaką część planowanych inwestycji energetycznych mogą sfinansować banki działające w Polsce?

Bazując na szacunkach Ministerstwa Skarbu z października 2012 roku zrewidowane nakłady w moce produkcyjne w energetyce nie powinny przekroczyć 50 mld PLN do roku 2020. Są to bez wątpienia kwoty znaczne – dla odpowiedniej perspektywy można przytoczyć tutaj liczby charakteryzujące polski system bankowy – łączne kapitały 143 mld PLN, czy poziom należności od sektora niefinansowego 775,5 mld PLN (dane na 09/2012 na podstawie KNF), czy, co ważniejsze, zdolności do obsługi długu polskiego sektora energetycznego. W maju 2011 roku ING wspólnie z PWC oceniało ją na ok. 35 mld PLN i od tego czasu ta kwota nie uległa zmianie. Oczywiście potrzeby są ogromne, wystarczy tylko wspomnieć, ile ma kosztować budowa elektrowni jądrowej czy całokształt działań związanych z gazem łupkowym. Sposób znalezienia finansowania na te projekty jest sprawą otwartą. Banki mogą sięgnąć po pomoc w ramach swoich grup kapitałowych, ale też koncerny mogą wchodzić na rynek kapitałowy. Można tą drogą znaleźć duży zastrzyk pieniędzy i na ogół jest to źródło tańsze niż kredyty. Doskonałym przykładem jest niska rentowność euroobligacji wyemitowanych przez Energę.

Potrzeby finansowe dotyczące inwestycji energetycznych są ogromne, wystarczy tylko wspomnieć, ile ma kosztować budowa elektrowni jądrowej czy całokształt działań związanych z gazem łupkowym. Sposób znalezienia finansowania na te projekty jest sprawą otwartą. Banki mogą sięgnąć po pomoc w ramach swoich grup kapitałowych, ale też koncerny mogą wchodzić na rynek kapitałowy. Można tą drogą znaleźć duży zastrzyk pieniędzy i na ogół jest to źródło tańsze niż kredyty.

Firmy chętnie sięgają po ten typ finansowania z powodu niskiego kosztu. Czy to wystarczy?

Przy takiej wielkości zaplanowanych inwestycji zdobyte tą drogą pieniądze nie wystarczą. Dlatego też jest dużo miejsca na inne sposoby finansowania. Przed rokiem 2008 w finansowanie różnych projektów samodzielnie lub w konsorcjach angażowały się banki nie działające w Polsce. Teraz takich przypadków jest mniej. Jednakże wraz ze stabilizacją sytuacji na światowych rynkach większość z nich zapewne pojawi się ponownie i energetyka będzie dla nich interesującym obszarem.

Z punktu widzenia inwestorów najkorzystniejszym modelem finansowania inwestycji jest project finance. Jak patrzą na to banki?

W niepewnych czasach project finance jest w naszej ocenie niemile widzianym rozwiązaniem. W ich przypadku tylko efektywne rozwiązania systemowe są w stanie zapewnić powodzenie inwestycji oraz zdolność do spłaty zadłużenia zaciągniętego na jej realizację. Finansowanie przez banki projektów, które mają działać w niestabilnych warunkach prawnych i nie posiadają bufora bezpieczeństwa (np. w formie wsparcia innych podmiotów o stabilnej sytuacji finansowej) jest trudne do zaakceptowania. Dużo chętniej patrzymy na finansowanie bilansowe, o ile oczywiście ten bilans jest solidny. Oczekujemy poważnego zaangażowania inwestorów.

W jaki sposób tworzą się konsorcja finansujące większe przedsięwzięcia?

Zazwyczaj są to banki, które współpracowały wcześniej przy różnych inwestycjach. Najczęściej konkuruje ze sobą kilka największych banków zainteresowanych energetyką i jest wśród nich Nordea. Czasami zjawiają się mniejsi gracze lub banki nie działające na co dzień w Polsce. Inwestorzy muszą się zastanowić, jakich chcą partnerów na wieloletnie przedsięwzięcia. Sytuacje układają się różnie, nie tylko w czasie procesów inwestycyjnych, ale także później i czasami trzeba zasiąść do rozmów, bo coś nie wychodzi jak zaplanowano. Energetyka potrzebuje długofalowego myślenia, przewidywania i odpowiednich partnerów, także finansowych.

Budowa takich relacji jest możliwa, gdy po drugiej stronie jest stabilizacja, także kadrowa, w zarządach. Spółki Skarbu Państwa są narażone na cykliczne zawirowania.

W większości energetycznych koncernów obserwujemy rzadsze zmiany niż miało to miejsce wcześniej. Taka stabilność korzystnie wpływa na współpracę z bankami przy dużych projektach.

Skala potrzebnych inwestycji w energetyce nie przerasta możliwości polskich banków?

Jest ona rzeczywiście spora, dotyczy przecież m.in. powstawania kolejnych bloków, modernizacji sieci, ewentualnej budowy elektrowni jądrowej czy inwestycji związanych z sektorem paliwowym. Ta wielość oznacza konieczność dokonywania wyborów, ale tym bym się nie martwił gdyż wówczas będą realizowane te inwestycje, które są najlepiej przygotowane.

O autorze:

Sławomir Żygowski
prezes Zarządu Nordea Bank Polska S.A.

Sławomir Żygowski jest absolwentem Wydziału Ekonomiki Transportu Uniwersytetu Gdańskiego. Od 2012 r. prezes Zarządu Nordea Bank Polska S.A. Z firmą tą związany jest od 2001 r. – początkowo pełnił funkcję członka zarządu ds. bankowości korporacyjnej, a od 2007 r. był I wiceprezesem. Wcześniej zatrudniony w O.M. Investment, gdzie był m.in. dyrektorem ds. rynku kapitałowego i członkiem zarządu. Ukończył szkolenie w zakresie bankowości i zarządzania w INSEAD i w University of Michigan oraz program Nordea Executive Education organizowany we współpracy z Copenhagen Business School.