Energetyczny pat

17 maja 2013

Leszek Szmidtke: Koncerny energetyczne wycofują się z inwestycji, a rząd odwleka przyjęcie nowych uregulowań dotyczących tego sektora. Jak można wytłumaczyć taką patową sytuację?

Wojciech Myślecki: Na obecną sytuację w energetyce wpływa sposób podejmowania decyzji strategicznych w Polsce, unijne regulacje dotyczące polityki energetyczno-klimatycznej i wreszcie sama struktura naszego systemu elektroenergetycznego, na który oddziałują oba wymienione czynniki. System ten jest najważniejszym z istniejących elementów infrastrukturalnych współczesnego państwa. Jego niewydolność, a w szczególności trwałe wyłączenie, oznacza rozpad struktur państwa i gospodarki. Nasza energetyka może w najbliższych latach wejść w stan trwałej niewydolności, bo niestety brakuje nam instynktu strategicznego i zdolności podejmowania decyzji w perspektywie długofalowej. Mamy też problem ze zdefiniowaniem tego, jakie cele stawiamy przed naszą infrastrukturą i jaką mamy wizję jej rozwoju. Tłumaczę to faktem, że nie mając przez długi czas własnego państwa, nie mieliśmy elit, myślących o jego ciągłości nie tyle w znaczeniu politycznym, ale w sensie jego rozbudowy cywilizacyjnej: wodociągów, dróg lądowych i rzecznych, kolei, sieci elektroenergetycznej, lotnisk itp. Nie wystarczy ogólna wiedza o państwie i jego uwarunkowaniach geostrategicznych. Trzeba mieć zdolność wgłębienia się w istotę tego, jak państwo ma funkcjonować, gdzie należy inwestować lub szukać nowych rozwiązań. Na dodatek przy strategicznym planowaniu trzeba przyjąć podstawowe założenia, których nie zmienia się co kilka lat. Musi je formułować suwerenna władza, posiadająca wizję rozwoju całego państwa. W okresie powojennym nie było ani jednego, ani drugiego. Nasza infrastruktura i jej rozbudowa były w dużym stopniu podporządkowane dalekosiężnej wizji Moskwy.

Czy elektroenergetyka nie była z tego wyłączona? Przecież właśnie wtedy udało się zbudować system o rzadko spotykanej w innych krajach autonomii.

Rzeczywiście, polski system elektroenergetyczny od technicznej strony ma bardzo wysoki poziom autonomii. Oprócz szkieletowej sieci przesyłowej najwyższych napięć mamy jeszcze coś, co można nazwać kokonem linii 110 kV, wspomagających pracę sieci przesyłowej i równoważących jej niedostatki. Źródła wytwarzania energii, podpięte do tej sieci, w zasadzie pokrywały zapotrzebowanie krajowe (szczególnie po rozpoczęciu transformacji gospodarczej w latach 90-tych ubiegłego wieku) i pracowały na węglu wydobywanym w Polsce. Dzięki temu mogliśmy szybko i bezproblemowo odłączyć się od sieci elektroenergetycznej „Przyjaźń”, utworzonej przez połączenie bloku państw komunistycznych, a nastepnie podłączyć się do sieci zachodnioeuropejskiej. Można powiedzieć, że polski system elektroenergetyczny wszedł do UE dziesięć lat prędzej niż Polska.

Dziś niestety ta struktura systemu elektroenergetycznego jest poważnym problemem w świetle narzucanej przez UE polityki energetyczno-klimatycznej, a rozbudowa i modernizacja samych sieci natrafia na różnorodne bariery, co utrudnia otwarcie się na nowe trendy w produkcji i przesyłaniu energii elektrycznej. Mamy też bardzo ograniczone możliwości obsługi przesyłów transgranicznych, czyli pozyskiwania brakującej energii z sieci krajów sąsiednich. Część sieci jest zarezerwowana na tzw. przepływy operatorskie i tylko niewielką część transgranicznych zdolności przesyłowych można wykorzystać na transakcje handlowe. To wymusza posiadanie własnych zdolności wytwórczych, odpowiadających rosnącemu zapotrzebowaniu rozwijającej się gospodarki i bogacących się obywateli. Nasz system jest jaki jest i planując przyszłość, musimy brać to pod uwagę. Nie tylko powinny decydować o niej oczekiwania Unii Europejskiej czy krótkoterminowe wskazania rynku energetycznego, ale zdolność zbilansowania systemu w krótkiej oraz długiej perspektywie. To jest fundament suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Nasz system jest jaki jest i planując przyszłość musimy brać to pod uwagę. Nie tylko powinny decydować o niej oczekiwania Unii Europejskiej czy krótkoterminowe wskazania rynku energetycznego, ale zdolność zbilansowania systemu w krótkiej oraz długiej perspektywie. To jest fundament suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Tylko, że istniejącą sieć zasilają konkretne źródła i one budzą najwięcej emocji.

Nie da się zbilansować całego systemu bez źródeł. Ponieważ jeszcze nie możemy magazynować energii elektrycznej w większych ilościach, trzeba jej wytwarzać tyle, ile potrzebują odbiorcy. Dlatego zarządzający sieciami muszą tak kierować pracą źródeł, żeby pogodzić realizację zawartych wcześniej kontraktów handlowych z wymogami zbilansowania krajowego sytemu elektroenergetycznego.

Specyfika naszego systemu i sieci powoduje m.in., że nie da się go w krótkim czasie przebudować na system z dużym udziałem źródeł rozproszonych. Ich udział w energetyce będzie się zwiększał, ale moim zdaniem w perspektywie 20 – 30 lat w strukturze źródeł polskiego systemu nie nastąpią znaczące zmiany. Przy obecnym stanie sieci i realnych możliwościach (a w zsadzie braku możliwości) ich przebudowy elektrownie zawodowe z wielkimi źródłami wytwórczymi muszą utrzymać udział w produkcji energii na poziomie zbliżonym do obecnego. Dlatego jesteśmy niejako skazani na strategię substytucyjną: jeżeli kończy pracę duży blok, trzeba go zastąpić nowym dużym blokiem. Natomiast cały przyrost produkcji energii, który ostatnio średniorocznie wynosi 1,5 – 1,7%, powinien się odbywać dzięki źródłom odnawialnym, rozproszonym etc. Wiemy więc, co mamy – ze wszystkimi wadami i zaletami stanu posiadania – wiemy też, że rewolucyjnych zmian w najbliższej perspektywie w energetyce nie uda się wprowadzić, ale nadal nie wiemy, jak ma wyglądać strategia energetyczna. Gdyby taka strategia była, na pewno łatwiej można by dopasowywać się do wymogów polityki energetyczno-klimatycznyej Unii Europejskiej, a także szybciej podejmować decyzje regulacyjne w energetyce. Ciągle mamy dużą niezależność energetyczną, opartą o paliwo pierwote, jakim jest węgiel. Może i nasz system energetyczny jest staromodny, ale na pewno daje on duże poczucie stabilizacji i suwerenności. Nie bez znaczenia jest też wysoka jakość kadr odpowiedzialnych za energetykę, szczególnie za sieci przesyłowe i bilansowanie krajowego systemu. To pozwala trwać, ale jest też hamulcem nieuchronnych zmian.

Może i nasz system energetyczny jest staromodny, ale na pewno daje on duże poczucie stabilizacji i suwerenności. Nie bez znaczenia jest też wysoka jakość kadr odpowiedzialnych za energetykę (…).To pozwala trwać, ale jest też hamulcem nieuchronnych zmian.

Nie jesteśmy jednak samotną wyspą. Mamy licznych sąsiadów, jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, a tam największe kraje inaczej postrzegają energetykę i jej przyszłość.

Ambitna i zdecydowana polityka energetyczno-klimatyczna UE, dążąca do redukcji emisji CO2, ma wpisany mechanizm destrukcji energetyki opartej o paliwa kopalne, a szczególnie o węgiel, który jest nadal naszym podstawowym źródłem energii. W takiej sytuacji, w trakcie negocjacji akcesyjnych, należało zadbać o dłuższy okres przejściowy dla naszej energetyki. Tym bardziej, że na kształt unijnej polityki wpływają kraje bardziej niż my zaawansowane technologicznie, gotowe do przejścia na nowocześniejsze niskoemisyjne technologie wytwarzania – głównie Niemcy, Francja oraz państwa skandynawskie.

Jednak kryzys światowej gospodarki spowodował, że Unia Europejska jest osamotniona w swojej polityce energetyczno-klimatycznej. Nie udało się uzgodnić podobnych rozwiązań z USA ani z innymi wielkimi emitentami, jak Chiny, Rosja czy Indie. Tym samym kraje Unii Europejskiej, decydując się na samotną realizację swojej polityki, pogarszają – i to w fazie kryzysu gospodarczego – konkurencyjność własnych gospodarek. Wizja Europy o nowoczesnej, energooszczędnej gospodarce ideologicznie była atrakcyjna, ale zupełnie nie przystająca do rzeczywistości. Amerykanie w tym czasie przeprowadzili swoje symulacje zmian klimatycznych i oddziaływania na gospodarkę. Ich wyniki pokazały, że ograniczenie wzrostu temperatury, zaproponowane przez UE, jest zbyt kosztowne. Tym bardziej, że gospodarki: chińska, indyjska, rosyjska czy brazylijska będą emitować znacznie więcej CO2 niż oszczędności poczynione przez UE i USA razem wzięte – oczywiście gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się na taki krok.

Założenia polityki UE mają wpisany mechanizm destrukcji energetyki opartej o paliwa kopalne, na których opiera się nasza elektroenergetyka. Wchodząc do Wspólnoty nie uwzględniliśmy ani specyfiki naszego systemu, ani tego, że politykę unijną kształtują głównie państwa dużo bardziej zaawansowane technologicznie.

W istniejących dokumentach o charakterze strategicznym, jak np. Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku, nie ma propozycji wyjścia z tego pata.

Wchodząc do UE nie uwzględniliśmy specyfiki naszego systemu i naszego sposobu wytwarzania energii elektrycznej. Tym samym pula naszych dużych i nawet średnich błędów została wyczerpana. Nie mamy resortu ani rządowej instytucji zajmujących się strategicznym planowaniem gospodarki, a przede wszystkim planowaniem polityki bezpieczeństwa energetycznego czy planowaniem przestrzennym głównych ciągów komunikacyjnych i infrastrukturalnych w perspektywie np. 100 lat. Ministerstwo Gospodarki w obecnym kształcie nie spełnia tych oczekiwań. Problemy braku planowania strategicznego pogłębia nadmierne akcentowanie interesów branżowych, a nie całego państwa i to widać również w jakości stanowionego prawa. Znowu wracamy do braku elit oraz instytucji zajmujących się strategią państwa. Właśnie to jest przyczyną braku polityki nakierowanej na przyszłość i takiej, która przekłada się na regulacje prawne. W energetyce ma to ogromne znaczenie, gdyż rynek nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania – szczególnie o to, co będzie się działo za 30 – 40 lat. Dlatego m.in. przyjmujemy niewłaściwy model zwrotu kapitału w długoterminowych inwestycjach energetycznych. Wprawdzie wielkie państwowe koncerny energetyczne potrafią zadbać o swoje interesy, ale najczęściej jest to obrona obecnie istniejącego stanu posiadania. Tymczasem niepodjęcie działań w odpowiednim czasie owocuje pośpiesznymi i często błędnymi decyzjami. Rząd słabo wyposażony w strategów nie jest partnerem do rozmów o przyszłości energetyki z polskimi koncernami, a tym bardziej z firmami zagranicznymi czy też politykami Komisji Europejskiej. Do tego dochodzi jeszcze presja rosyjska na przyjęcie korzystnych dla nich rozwiązań w europejskiej energetyce. To wszystko powoduje, że prawdopodobnie nie pojawią się w krótkim czasie dramatycznie niezbędne regulacje prawne porządkujące dzisiejszą sytuację w energetyce, a tym bardziej w odległej przyszłości.

Nie mamy resortu lub rządowej instytucji zajmujących się strategicznym planowaniem gospodarki, a przede wszystkim energetyki. Rząd słabo wyposażony w strategów nie jest partnerem do rozmów o przyszłości energetyki z polskimi koncernami, a tym bardziej z firmami zagranicznymi czy też politykami Komisji Europejskiej.

Może nasi politycy chcą przeczekać okres niepewności licząc, że Unia Europejska wystraszy się obniżenia konkurencyjności gospodarki, jakie niesie za sobą forsowanie rygorystycznej polityki klimatyczno-energetycznej? Komisarz Günther Oettinger niedawno wręcz podważał realność dotychczasowej polityki.

To jest poważny sygnał, gdyż Komisarz Oettinger powiedział, że nawet gospodarki niemieckiej już nie stać na ponoszenie kosztów polityki energetyczno-klimatycznej UE i należy te dwa obszary oddzielić od siebie. Niemcy zrobili bardzo rzetelną analizę kosztów utrzymania strefy euro i doszli do wniosku, że jeżeli zmniejszą u siebie obciążenia związane z wdrażaniem pakietów energetyczno-klimatycznych o pół procenta swojego PKB, to będą mieli środki na wzmocnienie strefy euro. Jestem przekonany, że nasi sąsiedzi szybko podejmą decyzje. Nie spodziewam się jednak podobnej stanowczości u naszych polityków. Niestety, brak zdecydowanych działań może spowodować, że za kilka lat grozi nam niezbilansowanie energetyki. Sytuacja staje się dramatyczna, ponieważ jeszcze nie opłaca się podejmowanie nowych wyzwań, ale już nie opłaca się utrzymywanie dotychczasowego systemu. Kolejne firmy energetyczne wycofują się z inwestycji w nowe moce wytwórcze. Rezygnacja z budowy nowoczesnych bloków energetycznych w Opolu przez PGE oznacza, że nie zbilansujemy się już w 2017 lub 2018 roku. Rząd o tym wie i bezradnie rozkłada ręce tłumacząc, że nie można kazać giełdowej spółce podejmować kroków przynoszących straty akcjonariuszom.

Sytuacja staje się dramatyczna, ponieważ jeszcze nie opłaca się podejmowanie nowych wyzwań, ale już nie opłaca się utrzymywanie dotychczasowego systemu, a to może oznaczać, że nie zbilansujemy się już w 2017 lub 2018 roku.

Ile rząd ma czasu na podejmowanie decyzji?

Nie mamy już czasu i decyzje trzeba podejmować w trybie pilnym. Tę o rozpoczęciu budowy bloków w Opolu należy podjąć w trybie natychmiastowym – choćby poprzez szybki przetarg na nowe moce. Tym bardziej, że nie tylko PGE wstrzymała budowę nowych bloków. Co więcej, wstrzymano też inwestycje w OZE i źródła rozproszone, gdyż w tym obszarze wciąż nie ma aktualnych regulacji. Firmy przestały też interesować się kogeneracją wysokosprawną, czyli współprodukcją energii elektrycznej i ciepła, co miało zapewnić dodatkowe moce wytwórcze w obszarze napięć średnich. Ten pat musi zostać rozwiązany na szczeblu rządowym. Powinien być zawarty ponadpartyjny konsensus, dzięki któremu można by wypracować strategię rozwojową i zdefiniować przyszłość krajowej energetyki. To nie może być decyzja konkretnego rządu, ale wszystkich liczących się sił politycznych państwa.

O autorze:

dr inż. Wojciech Myślecki
Ekspert ds. energetycznych

Prezes Zarządu spółki doradczej Global Investment Corporation Sp. z o.o. Wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny na Wydziale Elektroniki Politechniki Wrocławskiej, wykładowca w Studium Podyplomowym „Inteligentne Sieci Elektroenergetyczne”, autor kilkudziesięciu publikacji naukowych z zakresu telekomunikacji, informatyki przemysłowej i energetycznej, zagadnień politycznych oraz gospodarczych. W 1998 r. pełnił funkcję Prezesa Zarządu PSE S.A. Członek Rad Nadzorczych m.in. PSE S.A., PSE Operator S.A. i ENERGA Wytwarzanie S.A.

Inne artykuły tego autora:
12/10/2015 Doktryna energetyczna dla Polski 17/04/2015 Przegraliśmy walkę o przyszłość węgla - co dalej?