Co może być polską specjalizacją energetyczną?

16 listopada 2015

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski, Redaktor Centrum Strategii Energetycznych w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową.

Czy energetyka ma w Polsce potencjał, by wpisać się w rozwój krajowej gospodarki?

W mojej opinii na szeroko rozumiany sektor energetyczny przeznacza się dziś tak wiele środków finansowych, że szkoda byłoby nie skorelować ich z procesami zachodzącymi w polskiej gospodarce. W swoim obecnym, wielkoskalowym i scentralizowanym kształcie, krajowa energetyka jest jednak dość bierna. Generuje zbyt małą – w stosunku do drzemiącego w niej potencjału – ilość szans rozwojowych dla polskiego przemysłu oraz przedsiębiorczości. Warto zastanowić się nad wyborem modelu rozwoju energetyki, który mógłby budować innowacyjną i nowoczesną gospodarkę, stanowiąc zarazem jej koło zamachowe.

Warto zastanowić się nad wyborem modelu rozwoju energetyki, który mógłby budować innowacyjną i nowoczesną gospodarkę, stanowiąc zarazem jej koło zamachowe.

Budując kolejne wielkie elektrownie – nawet najnowocześniejsze pod względem technologicznym – taki scenariusz nie będzie możliwy?

Przy inwestowaniu w jednostki wytwórcze podstawowym pytaniem powinno być to, czy będziemy dzięki nim w stanie wygenerować pewną nową jakość w skali całej gospodarki. Przykładowo – ile z 45 czy 50 mld zł potrzebnych do wybudowania elektrowni jądrowej przeznaczonych zostanie na rozwijanie nowoczesnych technologii w polskich firmach? Ile z tych pieniędzy będzie w stanie zasymilować nasz przemysł? Moim zdaniem niewiele. Know-how, który stanowi w całym tym procesie największy koszt, nabędziemy zagranicą, gdyż polskie przedsiębiorstwa takowym nie dysponują. Korzyści powędrują na zewnątrz. A dlaczego nie mogłyby pozostać w Polsce i zostać skonsumowane przez naszą gospodarkę oraz społeczeństwo, kreując przy okazji mechanizmy proinnowacyjne? Moim zdaniem powinniśmy przyjąć taki model rozwoju, w którym nowe technologie energetyczne będą rozwijane i wdrażane przez polskie przedsiębiorstwa.

Powinniśmy przyjąć taki model rozwoju, w którym nowe technologie energetyczne będą rozwijane i wdrażane przez polskie przedsiębiorstwa.

W sektorze nowoczesnej energetyki wiele nisz rynkowych zostało już jednak zagospodarowanych, a bariery wejścia są często zbyt wysokie jak na możliwości polskich firm. W czym Polacy są „technologicznie” mocni i jak moglibyśmy te atuty najlepiej wykorzystać na rynku?

Moim zdaniem jesteśmy dopiero na początku wielkiej, globalnej przemiany zachodzącej w sektorze energetycznym. Do tej pory najbardziej zauważalny rozwój technologii nastąpił w segmencie wytwarzania energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Został on zagospodarowany i w dużym stopniu wręcz zacementowany przez zagraniczne – amerykańskie, niemieckie czy chińskie – firmy. Jednakże ani w przypadku energii wiatrowej, ani też słonecznej nauka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Możemy próbować wpisać się w prace nad rozwijaniem i modyfikowaniem tych technologii, być pewnym ogniwem tego procesu, lecz trudno się spodziewać, byśmy w niedalekiej przyszłości mogli skutecznie konkurować ze światowymi potentatami pokroju General Electric czy Hitachi.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku rozwijania tzw. technologii sieciowych, a przede wszystkim – ich informatyzowania. Ta dziedzina dopiero się rodzi. Oczywiście, firmy takie Apple czy Samsung dysponują już pewnymi rozwiązaniami, lecz z pewnością nie są one jeszcze docelowymi. Ze względu na „nowość” tej branży możemy jeszcze stworzyć polskie technologie i być konkurencyjnymi nie tylko na krajowym, lecz również na międzynarodowym rynku. Jest to obszar, w którym naturalnie powinniśmy budować swoje kompetencje. Wykorzystać możemy do tego światowej klasy informatyków, którzy są wręcz narodowym zasobem Polski.

Jesteśmy dopiero na początku wielkiej, globalnej przemiany zachodzącej w sektorze energetycznym. Trudno nam będzie rozwinąć skrzydła w segmencie wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych, gdyż został on wręcz zacementowany przez zagranicznych potentatów. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku rozwijania nowoczesnych technologii sieciowych, a przede wszystkim – ich informatyzowania.

Jaką „nową jakość” wnosi informatyka w połączeniu z OZE?

W energetyce informatyka nie jest „dla samej informatyki”. Wymagania, jakie stawiane są nowoczesnemu sektorowi energetycznemu cyfryzację po prostu wymuszają. Jest ona jego pierwszym i najważniejszym elementem. Dowodzi tego chociażby przykład tzw. inteligentnego opomiarowania (AMI). Bez rozwiązań informatycznych jest ono praktycznie nieprzydatne. Nawet jego podstawowa funkcja, związana z bilansowaniem systemu, nie może być realizowana bez odpowiednich aplikacji centralnych przetwarzających ogromne ilości danych. Nie mówiąc już o innych zastosowaniach AMI, jak np. obserwacji sieci, umożliwiającej jej dynamiczne rekonfigurowanie, zwiększanie niezawodności dostaw energii elektrycznej czy zmniejszanie poziomu strat technicznych. Z opcji tych nie można skorzystać bez układów komunikacji przekazujących operatorowi potrzebne dane. Inteligentne opomiarowanie to jednak oczywiście nie wszystko. Rozwiązania informatyczne będą też przecież potrzebne chociażby przy projektowaniu urządzeń wykonawczych dla energetyki czy w zakresie dbania o bezpieczeństwo danych (big data i nie tylko). Operatorów sieci przesyłowej i dystrybucyjnej z pewnością bardzo zainteresują narzędzia zarządzające jednostkami wytwórczymi OZE w taki sposób, by świadczyły one na ich rzecz usługi systemowe (chociażby w zakresie regulacji napięcia). A to tylko niektóre przykłady.

Wymagania, jakie stawiane są nowoczesnemu sektorowi energetycznemu wymuszają cyfryzację. Informatyka jest jego pierwszym i najważniejszym elementem. Tymczasem światowej klasy informatycy są wręcz narodowym zasobem Polski. Wykorzystajmy to.

Czy polską specjalizacją energetyczną, wykorzystującą zaawansowane narzędzia informatyczne, mogłoby być zarządzanie popytem?

Jak najbardziej. Nie ma tu barier wejścia, które byłyby na tyle duże, by uniemożliwić polskim firmom rozwijanie tej technologii. Wydaje mi się, że wdrożenie systemu efektywnie zarządzającego popytem na energię mogłoby kosztować znacznie mniej niż utrzymywanie jednostek wytwórczych, które pracują tylko po to, by zaspokoić zapotrzebowanie szczytowe. Może to być przełom w funkcjonowaniu systemu energetycznego. Do tej pory sprzedaż usług w systemie była jednokierunkowa – ktoś produkował energię, ktoś ją sprzedawał, a odbiorca ją kupował. Zarządzanie popytem oznacza natomiast dwukierunkowy przepływ usług. Ja kupuję energię elektryczną, lecz jednocześnie ktoś może ode mnie zakupić usługę redukcji zużycia energii. Jako usługodawca jestem za to w odpowiedni sposób wynagradzany.

Wdrożenie systemu efektywnie zarządzającego popytem na energię mogłoby kosztować znacznie mniej niż utrzymywanie jednostek wytwórczych, które pracują tylko po to, by zaspokoić zapotrzebowanie szczytowe. Rozwiązanie takie mogłoby być polską specjalizacją energetyczną.

Co – oprócz rozwiązań informatycznych – może stanowić polską siłę w sektorze nowoczesnej energetyki?

Uważam, że duży potencjał tkwi w rozwoju nadprzewodnictwa. Jest to coraz tańsza technologia, w przypadku której nie wykształcił się jeszcze dostatecznie rynek i gdzie wciąż można budować swoje kompetencje i szukać nisz do zagospodarowania – w zakresie np. nadprzewodzących magazynów energii czy nadprzewodzących kabli. Znajdą one prawdopodobnie w najbliższych latach szerokie zastosowanie w energetyce. Cieszy mnie, że już w tej chwili jest w Polsce realizowanych kilka projektów związanych z tą dziedziną nauki.

Naszą silną stroną mogą być także technologie miejskiego transportu elektrycznego. Znajduje on dziś coraz bardziej powszechne zastosowanie w polskich miastach, jak np. Zielonej Górze czy Warszawie. Solaris – krajowy potentat w tej branży – wygrywa natomiast przetargi na dostawy autobusów elektrycznych oraz infrastruktury do ich ładowania na rynku europejskim. Już teraz w tej technologii jesteśmy silni. A w niedalekiej przyszłości będziemy mogli ją stosować nie tylko w celach transportowych, lecz również energetycznych. Mobilne magazyny z autobusów elektrycznych będą wykorzystywane do poprawy efektywności pracy systemu elektroenergetycznego, np. w kontekście wyrównania krzywej obciążenia systemu.

Kolejny obszar to automatyka, niezbędna chociażby przy tworzeniu inteligentnych sieci energetycznych. Jest ona bardzo mocno skorelowana z cyfryzacją – rozwiązania informatyczne „pociągają za sznureczki”, które uruchamiają elementy wykonawcze sieci. Polska myśl technologiczna może zaproponować rozwiązania, w których ta interakcja zachodzi w sposób bardzo efektywny. Nasz know-how w tym zakresie należy do najbardziej zaawansowanych w skali całego świata.

W sektorze nowoczesnej energetyki swoje miejsce znaleźć mogą polskie firmy zajmujące się m.in. rozwojem nadprzewodnictwa, miejskim transportem elektrycznym oraz automatyką.

Polskie firmy są zatem w stanie tworzyć rozwiązania szyte na miarę „energetyki przyszłości”. Co jednak, jeśli zmiana modelu energetycznego nie nastąpi w Polsce szybko, lecz dopiero w perspektywie kilkudziesięciu lat?

Uważam, że jak najszybsze wpisanie się w globalne trendy energetyczne leży w interesie rozwojowym Polski. Rynek wewnętrzny może być dobrym polem do budowania naszych kompetencji, z którymi będziemy mogli później wychodzić na zewnątrz. Jest to droga do tworzenia silnej, podmiotowej i konkurencyjnej gospodarki. Jeżeli natomiast otwieranie się Polski na nowoczesną energetykę nie będzie zachodziło tak dynamicznie, jak na to liczymy, nasze firmy będą musiały znaleźć rynek zbytu dla swoich rozwiązań w innych krajach. Mogą je sprzedawać pod własnymi markami, bądź też wchodzić w kooperacje z przedsiębiorstwami zagranicznymi. Taki model rozwoju jest jak najbardziej możliwy i z punktu widzenia biznesu wręcz naturalny. Niezależnie zresztą od uwarunkowań krajowej energetyki, innowacyjne polskie przedsiębiorstwa nie powinny się moim zdaniem koncentrować wyłącznie na rynku wewnętrznym, lecz próbować też swoich sił na rynku globalnym. Jest to z ich perspektywy znacznie mniej ryzykowna strategia. Z jednej bowiem strony nie mogą być one pewne – uzależnionego w dużej mierze od decyzji politycznych – kierunku, w którym będzie rozwijana polska energetyka. Możliwe, że obierzemy azymut OZE, lecz równie prawdopodobne jest utrzymywanie dotychczasowego systemu w horyzoncie najbliższych kilkudziesięciu lat. Z drugiej strony wejście na zagraniczne rynki jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej w historii. I szkoda byłoby z tej szansy nie skorzystać.

Jak najszybsze wpisanie się w globalne trendy energetyczne leży w interesie rozwojowym Polski. Rynek wewnętrzny może być dobrym polem do budowy naszych kompetencji, z którymi będziemy mogli później wychodzić na zewnątrz. Jest to droga do tworzenia silnej, podmiotowej i konkurencyjnej gospodarki.

O autorze:

prof. Grzegorz Benysek
Uniwersytet Zielonogórski

Dyrektor Instytutu Inżynierii Elektrycznej Uniwersytetu Zielonogórskiego, autor ponad 120 prac naukowych z dziedziny elektroenergetyki (w tym z obszaru energetyki rozproszonej). Pełni funkcję członka Rady Programowej Centrum Strategii Energetycznych (CSE) w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową. Działa na rzecz budowy społeczeństwa świadomego energetycznie oraz intensyfikacji wykorzystania odnawialnych źródeł energii zarówno w przemyśle energetycznym jak i ruchu kołowym (twórca Lubuskiego Samochodu Ekologicznego i współtwórca firmy EkoEnergetyka Zachód, specjalizującej się we wdrażaniu nowych technologii w dziedzinie ekologicznych rozwiązań w energetyce).

Inne artykuły tego autora:
25/04/2014 AMI: „automatyczny inkasent” czy coś więcej? 16/11/2012 Cztery filary polskiej energetyki