Co dalej z polskim węglem?

19 kwietnia 2013

Leszek Szmidtke: Energetyka na całym świecie szuka nowych źródeł. Jak długo węgiel będzie surowcem energetycznym?

Jarosław Zagórowski: Nie mam wątpliwości, że polski mix energetyczny będzie się zmieniał i rola węgla będzie coraz mniejsza. Obecna struktura ma genezę historyczną. Dostęp do węgla kamiennego oraz brunatnego powodował, że oparto na nim prawie całą krajową energetykę. Postęp cywilizacyjny sprawia natomiast, że przemysł energochłonny ma coraz mniejszy udział w gospodarce. Na znaczeniu traci również energetyka oparta na węglu. Jej koniec nie nastąpi jednak jutro. OZE to nadal niewielka część wytwarzanych mocy. Tak więc przez kolejne 30 lat węgiel nadal będzie podstawowym źródłem paliwa dla naszej energetyki.

Dostęp do węgla kamiennego oraz brunatnego powodował, że oparto na nim prawie całą krajową energetykę. Postęp cywilizacyjny sprawia natomiast, że przemysł energochłonny ma coraz mniejszy udział w gospodarce. Na znaczeniu traci również energetyka oparta na węglu. Jej koniec nie nastąpi jednak jutro. OZE to nadal niewielka część wytwarzanych mocy. Tak więc przez kolejne 30 lat węgiel nadal będzie podstawowym źródłem paliwa dla naszej energetyki.

Ale proces odchodzenia od węgla już się rozpoczął.

Węgiel będzie nieco szybciej zastępowany w energetyce, natomiast w procesach stalowych nowe technologie są zbyt drogie, żeby wyparły węgiel koksujący. Wracając jeszcze do energetyki – nie wierzę w sukces gazu łupkowego na skalę obserwowaną w USA. Polska ma inną strukturę geologiczną i posiadane przez nas zasoby gazu niekonwencjonalnego są nie tylko mniejsze, ale też trudniej dostępne, a tym samym droższe w eksploatacji.

Nie wierzę w sukces gazu łupkowego na skalę obserwowaną w USA. Polska ma inną strukturę geologiczną i posiadane przez nas zasoby gazu niekonwencjonalnego są nie tylko mniejsze, ale też trudniej dostępne, a tym samym droższe w eksploatacji.

Jednak w ostatnich miesiącach Energa wycofała się z rozbudowy elektrowni w Ostrołęce, PGE z podobnej inwestycji w Opolu, a EDF z Rybnika. We wszystkich przypadkach miały to być elektrownie na węgiel kamienny.

Te decyzje są wypadkową polityki Unii Europejskiej oraz stanowiska polskiego rządu, który nie wynegocjował potrzebnych naszej gospodarce okresów przejściowych. W Unii obowiązuje dekarbonizacja, ale nie jestem pewien, czy dobrze rozumiemy ten kierunek w Polsce. Chcemy ograniczać znaczenie węgla, podczas gdy celem jest zmniejszanie emisji CO2. W Niemczech będą zamykać elektrownie jądrowe, ale równocześnie budują nowe węglowe. Podnoszą sprawność urządzeń, przez co spalając taką samą jednostkę węgla uzyskują więcej energii i emitują mniej CO2. Polska energetyka węgla kamiennego powinna podążać w podobnym kierunku. Niestety, trudno podjąć decyzję o tak dużej i drogiej inwestycji, kiedy mamy niestabilne otoczenie prawne i gdy brak jest precyzyjnie wytyczonych kierunków rozwoju. Nie wiemy, ile będzie kosztowała tona CO2 za rok, a tym bardziej nie wiemy, ile za kilka lat. Ponadto, jeżeli ceny energii są tak niestabilne jak w minionym roku, to jak wykazać efektywność procesu inwestycyjnego? Pamiętajmy, że inwestycje w energetyce są warte miliardy złotych! Nie można niestety liczyć na wsparcie państwa. Nie ma wytycznych dotyczących polityki energetycznej – związanych z bezpieczeństwem kraju – które mogłyby ograniczyć wspomniane wyżej niestabilności. Jak wielkie jest rozchwianie w tej dziedzinie świadczy koncepcja skupu negawatów[1], czyli redukcji zapotrzebowania na energię elektryczną. Tymczasem powinniśmy skoncentrować się na rozwoju krajowej energetyki, najlepiej w sposób zróżnicowany i mocno zdywersyfikowany. Gdy minie okres spowolnienia gospodarczego, zapotrzebowanie na energię elektryczną bardzo przecież wzrośnie.

Ale czy hałdy węgla na placach składowych nie są dowodem, że mamy spore rezerwy wytwórcze w energetyce?

Problemem nie jest nadmiar węgla lub jego brak na składowiskach. Rzeczywistym wyzwaniem jest deficyt mocy wytwórczych w energetyce, co uświadomimy sobie kiedy minie kryzys gospodarczy i wzrośnie popyt na prąd. Będziemy wówczas bezradni, gdyż proces inwestycyjny w przypadku elektrowni węglowej trwa 7-8 lat.

Polska energetyka węgla kamiennego powinna, na wzór Niemiec, budować nowe elektrownie węglowe o wysokiej sprawności urządzeń. Niestety, trudno podjąć decyzję o tak dużej i drogiej inwestycji, kiedy mamy niestabilne otoczenie prawne i gdy brak jest precyzyjnie wytyczonych kierunków rozwoju. Nie wiemy, ile będzie kosztowała tona CO2 za rok, a tym bardziej nie wiemy, ile za kilka lat. Ponadto, jeżeli ceny energii są tak niestabilne jak w minionym roku, to jak wykazać efektywność procesu inwestycyjnego? Pamiętajmy, że inwestycje w energetyce są warte miliardy złotych!

Załóżmy, że tego typu inwestycje jednak powstaną. Czy skorzysta na tym polskie górnictwo? Energetycy twierdzą przecież, że śląskiego węgla nie opłaca się wozić dalej niż do Warszawy.

Przez wiele lat nie dostrzegano kosztów transportu węgla, podczas gdy znacznie taniej jest przesyłać energię elektryczną niż przewozić węgiel. Dlatego elektrownie powinny być zintegrowane z kopalniami. Odwołując się jeszcze do energetycznego mixu – jestem przekonany, że przez najbliższe 30 lat węgiel nadal będzie odgrywał olbrzymią rolę. Nie jestem natomiast pewien, czy będzie to polski węgiel. Znikają techniczne bariery w portach i można go nie tylko eksportować, ale też importować. Firmy transportowe, jak PKP Cargo, są gotowe przewieźć każdy ładunek w każde miejsce. Dlatego decydować będzie konkurencyjność – cena połączona z jakością. Polskie górnictwo powinno przestać się łudzić, że ktoś będzie go bronił. Wiem, że są to miejsca pracy, że to długa tradycja, ale w obecnej gospodarce decydujące znaczenie ma rachunek ekonomiczny. Energetyka jest prywatna bądź obecna na giełdzie i nawet, jeżeli są to spółki Skarbu Państwa, to również muszą spoglądać na koszty. Owszem – prezes takiej spółki może zapłacić dolara lub dwa więcej za tonę węgla, zyskując bezpieczeństwo dostaw, ale nie więcej. Dlatego też albo polskie górnictwo zrozumie, że musi być konkurencyjne, albo za jakiś czas zejdzie na margines.

Polski węgiel zostanie wyparty przez tańszy węgiel z zagranicy?

Trzeba mieć na tyle niskie koszty wydobycia, żeby skutecznie konkurować z importowanym węglem. Bogdanka jest doskonałym przykładem pokazującym, że jest to możliwe. Tylko że polskie kopalnie nie powinny konkurować ze sobą, tylko z węglem sprowadzanym z Rosji, USA, czy nawet Australii. 15 mln ton, jakie trafiło do nas z zagranicy w 2011 roku, jest już bardzo poważną ilością. Nasze górnictwo ma jeszcze duże rezerwy, które trzeba uruchomić. Widziałem odkrywkowe kopalnie pracujące 7 dni w tygodniu. Lubelska kopalnia Bogdanka i PG Silesia pracują 6 dni w tygodniu. Śląskie kopalnie pracują tylko 5 dni.

W najbliższych 30 latach węgiel nadal będzie odgrywał olbrzymią rolę. Nie jestem natomiast pewien, czy będzie to polski węgiel. Znikają techniczne bariery w portach i można go nie tylko eksportować, ale też importować. Firmy transportowe, jak PKP Cargo, są gotowe przewieźć każdy ładunek w każde miejsce. Dlatego decydować będzie konkurencyjność – cena połączona z jakością. Albo więc polskie górnictwo zrozumie, że musi być konkurencyjne, albo za jakiś czas zejdzie na margines.

Co stoi na przeszkodzie wydłużenia czasu pracy kopalni?

Jest to spuścizna Porozumień Jastrzębskich, które dawały górnikom wolne soboty. Chcemy żeby kopalnia pracowała przez 6 dni, zaś górnicy zachowają dotychczasowe 5 dni pracy w tygodniu. Różnica będzie polegała tylko na tym, że sobota nie zawsze będzie dniem wolnym. Niestety, postawa związków zawodowych oraz Państwowej Inspekcji Pracy uniemożliwia zwiększenie efektywności kopalń.

Tylko tyle trzeba, żeby polski węgiel mógł skutecznie konkurować z importowanym?

Musi być podjętych wiele działań, ale już dziś kilka prostych zabiegów może znacznie podnieść efektywność naszych kopalń. Oczywiście, węgiel trzeba wydobywać z coraz większej głębokości, ale postęp technologiczny częściowo niweluje ten wzrost kosztów. Pracując tylko 5 dni w tygodniu marnotrawimy olbrzymi kapitał w postaci sprzętu oraz wysokich kompetencji górników. Prędzej czy później będzie to 6, a może nawet 7 dni w tygodniu. Jednak kiedy osiągniemy ten poziom, to część naszego górnictwa nie będzie już istniała. Przykład kopalni Silesia pokazuje, że zmiany są możliwe. Z przywilejów zrezygnowano tam niestety dopiero wtedy, gdy załodze w oczy zajrzała likwidacja zakładu. Kopalnię wyodrębniono z Kompanii Węglowej i znaleziono czeskiego inwestora. Do nowego zakładu nie przeniesiono wewnętrznego prawa układowego, które wręcz paraliżuje pracę w pozostałych kopalniach. Na straży anachronicznych rozwiązań spychających nasze górnictwo w przepaść stoją nie tylko związki zawodowe, ale też takie instytucje jak Państwowa Inspekcja Pracy. Pozostałe bariery można pokonać, tym bardziej, że mamy znakomitych wytwórców sprzętu. Polskie maszyny górnicze są kupowane na rynku globalnym. Mamy doskonałą kadrę zarządzającą, która również radzi sobie na całym świecie. Hamulcami pozostają brak elastyczności oraz przywileje ograniczające konkurencyjność.

Porozumienia Jastrzębskie gwarantują górnikom wolne soboty. Chcemy, żeby kopalnia pracowała przez 6 dni, zaś górnicy zachowają dotychczasowe 5 dni pracy w tygodniu. Różnica będzie polegała tylko na tym, że sobota nie zawsze będzie dniem wolnym. Niestety, postawa związków zawodowych oraz Państwowej Inspekcji Pracy uniemożliwia zwiększenie efektywności kopalń. Niczego więcej nie trzeba, by polski węgiel mógł skutecznie konkurować z importowanym.

Komisja Europejska rozpoczyna dyskusję o Pakiecie Klimatycznym 2030. Wcześniejsze pakiety powstawały w innych realiach gospodarczych. Jakie będzie miejsce węgla w europejskiej gospodarce po kryzysie?

Obawiam się, że nie wyciągnięto wniosków z tego, co stało się na Starym Kontynencie po 2008 roku i co dzieje się aktualnie poza Europą, przez co nadal będzie się nasilała walka z węglem. Nasz kontynent traci przewagi konkurencyjne, coraz więcej osób opuszcza go w poszukiwaniu pracy. A wszystko dlatego, że ideologia wzięła górę nad gospodarką.

Nie wierzy pan w polskie łupkowe eldorado, lecz co będzie, gdy do gazoportu w Świnoujściu zaczną przybijać statki z amerykańskim gazem?

Jego cena raczej nie będzie dużo niższa niż konwencjonalnego gazu sprowadzanego z Rosji. Jednak zza oceanu płynie inne zagrożenie. Olbrzymie wydobycie i niska cena gazu łupkowego w USA powodują, że w tamtejszej energetyce mocno spadło zapotrzebowanie na węgiel kamienny. Amerykańscy producenci szukają odbiorców na całym świecie i tym samym cena węgla spada. Skutki tego są już widoczne w Polsce.

Olbrzymie wydobycie i niska cena gazu łupkowego w USA powoduje, że w tamtejszej energetyce mocno spadło zapotrzebowanie na węgiel kamienny. Amerykańscy producenci szukają odbiorców na całym świecie i tym samym cena węgla spada. Skutki tego są już widoczne w Polsce.

Marek Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla, uważa, że ratunkiem jest ucieczka w chemię.

Nie każdy węgiel nadaje się do chemicznej przeróbki, ale należy rozwijać takie kierunki. Jastrzębska Spółka Węglowa jest dobrym przykładem – nasz węgiel koksowy można traktować jako prosty surowiec, ale też przerabiać na koks. Towar przetworzony generuje większą wartość dodaną. Węgiel można zgazować, można z niego wytwarzać paliwa, może on być też przydatny w przemyśle chemicznym, ale nie jest to kierunek, który uratuje polskie górnictwo. Co najwyżej złagodzi istniejące problemy.

Nie każdy węgiel nadaje się do chemicznej przeróbki, ale należy rozwijać takie kierunki. Jastrzębska Spółka Węglowa jest dobrym przykładem – nasz węgiel koksowy można traktować jako prosty surowiec, ale też przerabiać na koks. Towar przetworzony generuje większą wartość dodaną. Węgiel można zgazować, można z niego wytwarzać paliwa, może on być też przydatny w przemyśle chemicznym, ale nie jest to kierunek, który uratuje polskie górnictwo. Co najwyżej złagodzi istniejące problemy.

Inne koła ratunkowe?

Obawiam się, że nie ma innych sposobów ratowania polskiego górnictwa. Szczególnie takich, które miałyby zrekompensować niską konkurencyjność. Ratunkiem nie są np. pomysły budowania przez kopalnie własnych elektrowni choćby dlatego, że firmy energetyczne rezygnują z takich inwestycji. Jeżeli sami nie uporządkujemy tych spraw, to nikt inny – a w szczególności politycy – tego nie zrobi. Górnicy muszą wypracować koncepcję zmian, która uratuje ważną dla całej gospodarki, a szczególnie dla Śląska, branżę. Nie będzie to możliwe, jeżeli nadal spełniane będą wszystkie żądania związków zawodowych. Dialog nie polega na uginaniu się wobec kolejnych manifestacji i tym samym odsuwaniu coraz trudniejszych problemów. Trzeba je rozwiązać.

——————————-
[1] Negawat jest jednostką, równą watowi zaoszczędzonej, niewyprodukowanej energii (za: słownik.cire.pl).

O autorze:

Jarosław Zagórowski
prezes Zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A.

Jarosław Zagórowski jest absolwentem Wydziału Mechaniczno-Technologicznego i Wydziału Organizacji i Zarządzania na Politechnice Śląskiej w Gliwicach oraz studiów doktoranckich na Wydziale Górniczym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Z Jastrzębską Spółką Węglową związany od 2003 r., gdzie był członkiem, a następnie przewodniczącym Rady Nadzorczej. Na stanowisku prezesa od 2007 r. Wcześniej zatrudniony w Ministerstwie Gospodarki oraz Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Jest wiceprzewodniczącym Central Europe Energy Partners oraz członkiem Coal Industry Advisory Board. Laureat m.in. tytułu „Dla tego, który zmienia polski przemysł” przyznawanego przez miesięcznik Nowy Przemysł (2009 r.) oraz wyróżnienia Manager Award ufundowanego przez Wydawnictwo Business Magazine Manager (2012 r.).